Redakcja 14.06.2016

Nowy numer FourFourTwo od jutr w kioskach!

Bartosz Kapustka jest najmłodszym reprezentantem Polski na EURO 2016 i jednym z najmłodszych uczestników tego turnieju w ogóle. Ale bycie najmłodszym to chleb powszedni dla utalentowanego zawodnika z Małopolski od kiedy tylko zaczął przygodę z futbolem. Jego plan jest przy tym niezwykle prosty: z najmłodszego stać się najlepszym!

Tekst: Bartosz Król

Spośród 552 zawodników, którzy zostali powołani na tegoroczne Euro, tylko pięciu przyszło na świat później niż Kapustka. Najmłodszym będzie Marcus Rashford z Anglii, który urodził się 31 października 1997 roku. Niewiele starsi od niego są: Portugalczyk Renato Sanches, za którego kilka tygodni temu Bayern Monachium zapłacił Benfice Lizbona 35 milionów euro (plus ewentualne bonusy), Turek Emre Mor i Szwajcar Breel Embolo. I to z nimi właśnie Kapustka stoczy korespondencyjny pojedynek o miano najbardziej utalentowanego nastolatka turnieju i zarazem najefektywniejsze wykorzystanie najnowszych Mercurial Superfly V.

– Bartek od zawsze był najmłodszy w zespole, więc obecna sytuacja to dla niego żadna nowość – przekonuje Krzysztof Świerzb, pierwszy trener Kapustki. – Zresztą fakt, że w każdej drużynie, w której się pojawia, jest jednym z najmłodszych, działa tylko na jego korzyść. Bo presja i odpowiedzialność za wynik spoczywają na starszych i bardziej doświadczonych zawodników. Od młokosa nikt natomiast cudów nie wymaga, a co zrobi, to jego. Tak właśnie było i jest w przypadku Bartka – analizuje szkoleniowiec młodzieży z Tarnowa.

Według Świerzba, już od pierwszych zajęć widać było, że Kapustka ma ponadprzeciętną smykałkę do grania. – Ale w młodym wieku to jeszcze o niczym nie świadczy, bo wielu chłopców rezygnuje „po drodze” z futbolu na rzecz nauki lub… różnych życiowych pokus. Wydaje mi się, że takim przełomowym momentem dla Bartka było wygranie halowej ligi małopolskiej, które poszło w parze z indywidualnymi wyróżnieniami – analizuje trener grup młodzieżowych Tarnovii. – Technika i dynamika to główne walory Bartka. Jego tata dużo biegał jako zawodnik naszego klubu i śmiejemy się teraz, że tą ruchliwość Bartek ma po ojcu. Na szczęście techniką szybko go przechytrzył. Do dziś ojciec pozostaje jednak głównym recenzentem występów Bartka i jego zaufanym doradcą – dodaje.

O tym, w jak nieprzeciętnym tempie rozwija się talent Kapustki, może świadczyć fakt, że nie zdążył się nagrać w młodzieżowych reprezentacjach kraju. W kadrze do lat 17 pod wodzą Roberta Wójcika zagrał tylko jeden mecz, u 18-latków Marcina Sasala – pięć, u 19-latków Rafała Janasa – siedem, a u 20-latków Marcina Dorny – jeden. Za to w seniorskim zespole u Adama Nawałki ma już na koncie siedem spotkań i dwie bramki.

W pierwszej reprezentacji Kapustka debiutował 7 września ubiegłego roku i od razu zdobył swoją pierwszą bramkę w narodowych barwach – w wygranym 8:1 meczu eliminacyjnym z Gibraltarem. Kolejne trafienie zaliczył w następnym meczu – podczas zwycięskiej 4:2 towarzyskiej potyczki z Islandią. Później Kapustka zdążył się jeszcze przyczynić do triumfu 3:1 nad innym uczestnikiem Euro 2016 – Czechami i w corocznym plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna” mógł cieszyć się z tytułu Odkrycia Roku. W pokonanym polu pozostawił wówczas czwórkę innych nominowanych: Jacka Góralskiego z Jagiellonii, Patryka Lipskiego z Ruchu, Radosława Murawskiego z Piasta i Łukasza Zwolińskiego z Pogoni.

Drugie tak znaczące indywidualne wyróżnienie Kapustka odebrał stosunkowo - na gali podsumowującej ostatnie rozgrywki ekstraklasy. Tam również otrzymał statuetkę dla Odkrycia Sezonu. Z tym wyborem też ciężko było komukolwiek polemizować, bo Bartosz wystąpił w 35 z 37 ligowych spotkań (strzelając w nich 5 goli), walnie przyczyniając się do tego, że Cracovia po wakacjach będzie mogła zaprezentować się w europejskich pucharach. - - Bardzo mi miło, że mogę tutaj być. Dla mnie to był szalony sezon. Lepiej bym tego nie wymyślił. Chciałbym podziękować swoim kolegom z Cracovii i reprezentacji, sztabowi trenerskiemu i moim rodzicom - mówił uszczęśliwiony na antenie Canal+ po odebraniu nagrody. Jak się okazało, w tym z kolei głosowaniu wyprzedził wspomnianego już Patryka Lipskiego z Ruchu, a także Krzysztof Piątek z Zagłębia, Adama Mójtę z Podbeskidzia Bielsko-Biała (od nowego sezonu będzie piłkarzem Wisły) i Jakuba Czerwińskiego z Pogoni.

– Nie wierzyłem oczom, kiedy wszedłem do szatni i zobaczyłem swoje nazwisko przy numerze „10”. I to między „9” Lewandowskiego i „11” Grosickiego. Byłem w szoku i spytałem tylko Pawła Kosedowskiego, odpowiedzialnego w kadrze za sprzęt treningowy i meczowy, czemu mam „dziesiątkę”. W odpowiedzi usłyszałem, że selekcjoner tak postanowił – tak Kapustka z wyraźnym błyskiem w oku wspomina swój debiut w kadrze. I od razu zwraca uwagę na znakomitą atmosferę, która panuje w kadrze i dzięki której nie miał najmniejszych problemów z aklimatyzacją wśród bardziej doświadczonych kolegów. – Choć byłem debiutantem, nikt nie dał mi tego w żaden sposób odczuć. Każdy wyciągnął do mnie rękę i szybko poczułem się częścią tej drużyny. Mam dobry kontakt z innymi zawodnikami, w czym znaczna też zasługa trenera, który nad wszystkim czuwa. On sam zresztą także przyjął mnie znakomicie – przekonuje.

W dniu meczu z Gibraltarem Kapustka miał dokładnie 18 lat i 257 dni. Dzięki pokonaniu bramkarza rywali po zaledwie 11 minutach przebywania na boisku zapisał się na stałe w kronikach polskiego futbolu jako najmłodszy gracz w historii, który zdobył bramkę w debiucie w meczu o punkty. Przed nim, od 1981 roku, to miano należało do Dariusza Dziekanowskiego, który trafił do siatki Maltańczyków mając 19 lat i 46 dni. Mało tego, wymarzona premiera w kadrze została odnotowana przez statystyków z kilku innych względów. Poprzednim piłkarzem, który strzelił gola w debiucie w reprezentacji w meczu o punkty, był nie kto inny jak sam Robert Lewandowski. Miało to miejsce w 2008 roku w wygranym 2:0 spotkaniu z San Marino (w XXI wieku dokonali tej sztuki jeszcze tylko Radosław Matusiak, w 2006 roku przeciwko Serbii, i Łukasz Garguła, w 2006 przeciwko Finlandii). Choć trudno w to uwierzyć – pamiętając, że Cracovia jest najstarszym nieprzerwanie istniejącym polskim klub sportowym - Kapustka stał się także pierwszym zawodnikiem „Pasów” w ich 110-letniej historii, który zdobył bramkę dla reprezentacji Polski w meczu o punkty. Kapustka został ponadto najmłodszym piłkarzem, który zadebiutował w polskiej kadrze od równo 20 lat – poprzednim tak młodym debiutantem był Marcin Kuźba w 1995 roku. Sympatycy Cracovii skrzętnie wyliczyli także, że gol Kapustki był pierwszym golem zawodnika Cracovii w kadrze od 67 lat, gdy Tadeusz Parpan trafił do siatki podczas towarzyskiej potyczki z Bułgarią.

Swojego premierowego gola w kadrze mierzący 179 centymetrów wzrostu zawodnik zadedykował rodzicom. Nie mogło być jednak inaczej, biorąc pod uwagę, że to właśnie tata zaprowadził go na pierwszy trening, a później – wraz z resztą rodziny – wspierał na kolejnych etapach przygody z futbolem. – Od dziecka grałem pod domem z rówieśnikami, ale nie zastanawiałem się nad tym, aby zapisać się do klubu. Dopiero tata, widząc moje zamiłowanie do piłki, prawie siłą zaciągnął mnie na zajęcia Tarnovii. Tam spotkałem znakomitego szkoleniowca Krzysztofa Świerzba, który stał się ważną postacią w moim życiu – wraca pamięcią „Kapi”, który już wtedy musiał przywyknąć do bycia najmłodszym. – Gdy zaczynałem grać w klubie, miałem bodaj sześć lub siedem lat. Nie było wówczas jeszcze mojej grupy wiekowej i ćwiczyłem z chłopakami, którzy byli starsi ode mnie o dwa-trzy lata. Oczywiście odbijałem się od nich, bo byłem drobniejszy, ale nigdy nie odpuszczałem. Od małego byłem zadziorny i nigdy nie bałem się wsadzić nogi. Nigdy też nie unikałem boiskowych  konfrontacji z większymi od siebie zawodnikami – relacjonuje.

Innym wymownym gestem skierowanym w stronę rodziców, a konkretnie mamy był wybór numeru „67”, z którym Kapustka występuje w barwach Cracovii. – Moja mama urodziła się w roku 1967. Zawdzięczam jej naprawdę wiele. Jest osobą, która zawsze mnie wspiera i jest przy mnie. Tak samo tata. Gdy wychodzę na boisko z tym numerem, to myślę o niej oraz o tym, jak dużo dla mnie zrobiła – uzasadnia decyzję Bartosz, którego największym idolem w czasach dzieciństwa był Brazylijczyk Ronaldinho. – Naprawdę przyjemnie się go oglądało. Trudno teraz znaleźć zawodnika o równie bajecznej technice. Gra się teraz o wiele szybszą piłkę, gra stała się znacznie bardziej dynamiczna. Trudno mi wskazać kogokolwiek, kto by potrafił robić takie rzeczy z piłką jak „Ronnie” – przyznaje filar Cracovii.

Oczywiście Kapustka ustępuje jeszcze wyraźnie dawnemu idolowi pod względem popularności, niemniej jednak od kilku miesięcy systematycznie musi oswajać się ze wzmożonym zainteresowaniem wokół własnej osoby. – Nie mam doświadczenia w reprezentacji, ale widać, że cały kraj się nami interesuje. Rozumiem. To naturalne. Jeśli nie grałbym w piłkę albo nie dostał powołania, sam przychodziłbym na treningi kadry, żeby pooglądać. Mamy tu fenomenalne warunki, jeszcze nigdy nawet nie byłem w takim hotelu. Udział w takim wydarzeniu jak Euro każdego z nas nakręca pozytywnie. Realizują się moje marzenia z dzieciństwa. Czy czuję presję? Raczej radość – mówił podczas jednej z konferencji prasowych na majowym zgrupowaniu kadry w Arłamowie..

Więcej przeczytasz w najnowszym FourFourTwo

 [KONKURS]

FourFourTwo zaprasza do udziału w konkursie, w którym wygrać możecie buty, w których na co dzień występuje Bartosz Kapustka. Zostaw w tyle swoich przeciwników dzięki błyskawicznej szybkości i oszałamiającej zwrotności w najnowszych Mercurial Superfly V. Wygraj parę butów sygnowaną przez Cristiano Ronaldo i spróbuj wytypować, ile udanych dryblingów wykona podczas fazy grupowej Euro 2016 fantastyczny Portugalczyk.

Na Wasze typy w komentarzach pod TYM POSTEM  czekamy do 22 czerwca do godziny 18.