Aleksander Bernard 31.03.2017

Kotleszka: MLS jest lepsza niż Ekstraklasa

Jak Kei Kamara pożegnał się z Columbus Crew? Kim jest Landon Donovan dla Amerykanów? Kto znajduje się w "Galerii Chwały" obecnej drużyny Nemanji Nikolicia, Chicago Fire? Który klub wystawił transparent po transferach Lamparda czy Pirlo z dopiskiem "Dom spokojnej starości"? Wiedzieliście, że na mecze amerykańskiej ekstraklasy przychodzi więcej osób, niż na NBA? Odpowiedzi na powyższe pytania znajdziecie poniżej w treściwej rozmowie z komentatorem Eurosportu, Adamem Kotleszką. Zapraszam!

Skąd wzięła się Pańska fascynacja amerykańską piłką? Jak długo już ją Pan śledzi?

Adam Kotleszka: Zaczęło się w 1998, od Mistrzostw Świata we Francji. Wtedy już dawno miałem bakcyla na piłkę, ale więcej grałem, niż oglądałem. Dopiero Mundial przyciągnął mnie przed TV na dłużej, może też dlatego, że miałem w domu 3 kanały i tej piłki w tv nie było za wiele.

Amerykanie grali wówczas w grupie z Niemcami, Jugosławią i Iranem - z tymi ostatnim grali 2. mecz o życie, ale nie to było najważniejsze. Otoczka wokół tego spotkania była niesamowita - byłem młody, ale już coś o polityce wiedziałem. Zdawałem sobie sprawę jaki to ważny mecz, z resztą nawet dziecko musiało się zorientować, że to nie normalne spotkanie - piłkarze przed wyjściem na murawę wręczali sobie kwiaty, zdjęcie przedmeczowe zrobili razem, zamiast oddzielnie. Wszystko to mnie zaaferowało. W dodatku sam mecz porywający - obie drużyny walczą o życie, przegrany odpada z Mundialu, Amerykanie trafiają w słupek, aż tu nagle Iran strzela na 1:0, potem na 2:0. Autentycznie zrobiło mi się ich szkoda. Potem jeszcze McBride trafił,ale już nic to nie dało.

Po tym meczu chyba Jeff Agoos powiedział, że 'przez 90 minut zrobiliśmy więcej, niż politycy przez ostatnie 20 lat', zapadło mi to w pamięć.

Dziś wiem, że to najważniejszy mecz jaki obejrzałem w życiu - od niego zacząłem śledzić poczynania Amerykanów, najpierw reprezentacji, a potem i ligę. Tak się złożyło, że MLS stawiała swoje pierwsze kroki. Siedziałem więc w kawiarence internetowej i szukałem wszystkiego, co można było znaleźć o lidze. Później było już dużo łatwiej - Wizja TV przez jakiś czas pokazywała u siebie MLS. Problem był taki, że tylko jeden kolega na podwórku miał antenę i przesiadywało się u niego oglądając magazyny i powtórki spotkań.

Później internet wystartował na dobre, zaczęła się era streamów i było już dużo łatwiej. Wtedy jeszcze emocjonowałem się europejską piłką - kibicowałem Interowi (ze względu na Ronaldo) i Valencii, ale z sezonu na sezon rozgrywki w Europie stawały się dla mnie zbyt przewidywalne, a to jest coś czego nienawidzę w piłce - gdy przed sezonem wiesz kto zdobędzie Mistrza, kto spadnie, kto ew. zagra w pucharach. Zdarzają się oczywiście wyjątki jak choćby niedawno Leicester, ale to są pojedyncze przypadki. MLS zapewnia mi nieprzewidywalność i emocje do ostatniego meczu sezonu.

To prawda, że kibice soccera zachwycają się tylko i wyłącznie Landonem Donovanem oraz Marco di Vaio?

AK: Donovanem tak - to chodząca legenda. Ale di Vaio? Nie wiem skąd takie informacje, pamiętają o nim co najwyżej w Montrealu, bo do dziś jest najlepszym strzelcem w historii klubu, ale przez ponad 20 lat istnienia MLS, przez tę ligę przewinęło się wielu dużo lepszych, niż Di Vaio.

Ale Donovan to co innego - sam na ścianie miałem jego plakat - wisiał tuż obok Ronaldo w koszulce Brazylii. Donovan jest najlepszym strzelcem w historii reprezentacji USA, kojarzy się Amerykanom ze świetnym dla nich Mundialem 2002, gdzie strzelił 2 gole (jeden Polsce), grał jak z nut, a miał 20 lat. FIFA wybrała go najlepszym młodym piłkarzem Mistrzostw.

Przeciętny europejski kibic ma złe wyobrażenie na temat kibica w USA -  w Polsce wielu wciąż myśli, że Amerykanie nie mają pojęcia o piłce, że ich to w ogóle nie interesuje, na zasadzie: "A bo mój szwagier to był w Chicago i tam wszyscy tylko ten ich futbol amerykański albo koszykówka". Ale już szwagier nie wie, że MLS ma trzecią (!) najwyższą frekwencję na trybunach spośród wszystkich sportów w USA - przegrywa tylko z futbolem i baseballem, ale jest przed NBA i NHL. Na każdy mecz w Seattle przychodzi ponad 40k widzów, w Atlancie (nowy klub MLS) dwa ostatnie mecze obejrzało ponad 100 tysięcy, a średnia frekwencja to ponad 22 tysiące na mecz i z roku na rok rośnie. My się podniecamy jak w Ekstraklasie na Lech - Legia raz, dwa razy w sezonie przyjdzie 35 tysięcy. Że USA to większy kraj, niż Polska? Ok, ale tam piłka ma nieporównywalnie większą konkurencję, niż u nas, gdzie jest przecież sportem narodowym.

Zawsze gdy jestem pytany o zainteresowanie piłką w USA, to śmiać mi się chce, gdy ludzie operują takimi stereotypami, że "w USA nikt się tym nie interesuje, a poziom jest taki jak w polskiej lidze". Niektórzy twardo obstają, że Ekstraklasa jest nawet lepsza. I wtedy wiem, że nie widzieli meczu MLS. Jasne, staram się cierpliwie wytłumaczyć, że tak nie jest, że Amerykanie już nas dawno przegonili jeżeli chodzi o poziom sportowy, a organizacyjnie są lata świetlne przed. Sam oglądam wszystkie mecze Ekstraklasy - bo wiadomo, nasza i swojska. Zanim zacząłem pracować w Eurosporcie, byłem reporterem na stadionie dla jednego portalu. Zjeździłem wszystkie stadiony ekstraklasy, sporo I ligi. Mój weekend zaczynał się w piątek rano, a kończył w poniedziałek późnym wieczorem, zaliczałem po 3-4 miasta w ciągu 4 dni. A MLS oglądam, bo mam autentyczną przyjemność z oglądania spotkań - tutaj frazes, że każdy może wygrać z każdym przestaje być frazesem, bo tak po prostu jest. Piłkarze zapieprzają przez 90 minut, jest tempo, są bramki... Tego od piłki oczekuję.

Co właściwie świadczy o uroku tej ligi, pomijając zupełnie inny system rozgrywek i podział na konferencje? Co jest w niej takiego urzekającego?

AK: Dokładnie to, co powiedziałem Ci przed chwilą: nieprzewidywalność i poziom, który wbrew opinii "przeciętnego polskiego kibica" jest wysoki. Tempo spotkań jest imponujące, tu nie ma odpuszczania po 70. minucie - gonisz, ile fabryka dała, bo inaczej nie grasz w następnym meczu. Nie ma tu świętych krów - zagrałeś słabo - ława. Przykładów jest mnóstwo - Mauro Biello, trener Montreal Impact w poprzednim sezonie nie wahał się posadzić na ławce Didiera Drogbę. Iworyjczyk był w takim szoku, że ktoś ośmiela się go odsunąć od pierwszej jedenastki, że śmiertelnie obraził się na trenera i do meczu w ogóle nie przystąpił - to był jego koniec w MLS. Inna sytuacja? Kei Kamara, który z Sebą Giovinco przegrał w 2015 roku tylko liczbą asyst (bo goli obaj mieli po 22), był w życiowej formie. Strzelał gole dla Columbus jak na zawołanie, wyciągnął tę drużynę aż do finału 2015. Ale odbiła mu sodówka i pokłócił się z wyznaczonym do wykonywania rzutu karnego Federico Higuainem - wyglądało to komicznie, jak dzieci w piaskownicy bijące się o koparkę, ci wyrywali sobie piłkę. Trener Gregg Berhalter nie mógł czegoś takiego tolerować i z Kamarą natychmiast rozwiązano kontrakt - mimo, że było wiadome, że bez niego Columbus nie ma szans, bo sezon w pełni i nawet nie można zrobić jakiegoś logicznego transferu. I tak faktycznie było - Columbus bez Kamary byli jedną z najgorszych drużyn w lidze w 2016, ale i tak skończyli z podniesioną głową - nikt nie będzie ponad drużyną, trzeba mieć jaja, żeby wywalić swojego najlepszego piłkarza, bo za gorsze sprawy piłkarzom uchodziło na sucho.

Poza tym pooglądaj bramki z MLS - tam co tydzień pada gol, który krąży po całym świecie z nagłówkami "nieprawdopodobne trafienie zawodnika zza oceanu!" albo coś w tym stylu. Hejterzy piszą wtedy, że "słabi obrońcy, słabi bramkarz". Uśmiecham się tylko do siebie, bo jakby Messi strzelił takiego gola Granadzie czy innemu Elche, podnietka by była przez miesiąc. Generalnie jak ktoś mnie pyta o to co jest fajnego w MLS, to już wiem, że nigdy nie obejrzał dwóch-trzech całych spotkań. Inaczej nie zadawałby tego pytania.

To prawda, nie miałem jeszcze okazji obejrzeć żadnego spotkania MLS w całości. Wspomniał Pan o dosyć wysokiej frekwencji na stadionach w Stanach Zjednoczonych. Jak się kibicuje w USA? Wsparcie drużyny przez pełne 90 minut czy bardziej atmosfera "piknikowa"?

AK: Widzisz, znowu widać, że nie oglądałeś MLS. O piknikowej atmosferze mówią zawsze ci, którzy meczu nie widzieli i operują stereotypami. Polecam sprawdzić jak kibicują w Portland, Seattle, Sportingu Kansas, Orlando... Jak wygląda atmosfera na derbach Nowego Jorku czy co się dzieje w Atlancie. Kibice razem maszerują wielką grupą przez miasto na stadion, cały czas przy tym śpiewając, wymachując szalikami, odpalając flary. Eskalacja tego następuje na stadionie. Co się różni nieco od europejskich stadionów, to, że kibice skupiają się raczej na swojej drużynie, a nie przez pół meczu wrzucają na przeciwnika. A jak już chcesz wrzucić na rywala, to przygotowuje się coś nieco bardziej przemyślanego, niż tylko "ŁKS Chuj" itd. Gdy lata temu Red Bull przejmował drużynę MetroStars, kibice DC United wywiesili flagę ze zgniecioną puszką Red Bulla. Gdy do New York City FC przychodzili Lampard, Villa i Pirlo, kibice New York Red Bulls wywiesili transparent z podobiznami piłkarzy podpierających się laskami i podpisem "Dom spokojnej starości".

Jeżeli ktoś jest kompletnym laikiem, a chce naprawdę zobaczyć jak się kibicuje w MLS, niech wpisze sobie w YouTube hasło "Timbers Army". Więcej nie dodam, sami zobaczcie.

Osoby, które nie interesują się amerykańską ligą w dyskusjach na różnych forach jako główny argument za tym, że nie oglądają MLS podają, że grają tam starzy zawodnicy. Steven Gerrard oraz Frank Lampard zakończyli kariery i dalej są związani z futbolem. Niedawno nowym zawodnikiem Chicago Fire został Bastian Schweinsteiger. A tak naprawdę to MLS jest jedną z lig, która promuje młodych zawodników (średnia wieku to około 26,3 lat). Europa ma się czego uczyć od Amerykanów, prawda?

AK: To nie jest tak, że powinniśmy być zapatrzeni w Amerykanów - absolutnie. Ale trzeba naprawdę się zawziąć, żeby krytykować MLS. Średnia wieku kadr na sezon 2017 to 26 lat, najstarszą ekipę ma Houston ze średnią 27,8 - jedna z najsłabszych drużyn w lidze w ostatnich latach. Z kolei jedna z najlepszych w ostatnich sezonach - FC Dallas ma kadrę ze średnią 24 lata, opartą na zawodnikach z własnej akademii, wychowanych w Teksasie i to im się opłaca, bo mają wynik sportowy.

Do MLS przed każdym sezonem przychodzi mnóstwo ciekawych zawodników, ale gazety kupują tylko te wielkie nazwiska - jak Schweinsteiger teraz, wcześniej Lampard, Pirlo czy jeszcze wcześniej Beckham, a nie piszą o Hectorze Villalbie, Miguelu Almironie czy Josefie Martinezie, którzy nie mają 23 lat, a są podporą Atlanty. W tamtym sezonie w Vancouver zadebiutował 15-letni Alphonso Davies. Przed każdym sezonem organizowany jest draft dla najlepszych młodych chłopaków, którzy kończą college i przechodzą na zawodowstwo. Co roku MLS organizuje klasyfikację "24 under 24" dla najlepszych 24 piłkarzy poniżej 24 roku życia - i trzeba się naprawdę nagłowić, żeby z tych zastępów młodych, zdolnych, wybrać tylko 24. O takiej lidze mówić, że jest stara? Trzeba być kompletnym ignorantem. A, że przychodzą duże nazwiska po 30. roku życia? Jakby tacy piłkarze przyszli do polskiej Ekstraklasy, to byłby szał i opowieści o tym jakie to nasza Ekstraklasa poczyniła postępy, jak się rozwija. Już wielu zapomniało jak wiekowy Ljuboja robił co chciał na naszych boiskach. Wtedy był "największym transferem do polskiej ligi" i nikomu wiek nie przeszkadzał. 

To tylko argument dla tych, którzy opowiadają głupstwa i Ekstraklasę stawiają wyżej, niż MLS. Ale akurat w USA nikogo takie ligi jak polska nie interesują - tam patrzy się nie za siebie, a w przód - Don Garber, komisarz ligi powiedział, że do 2022 liga ma być jedną z kilku najlepszych na świecie. O Amerykanach możemy powiedzieć dużo złego, ale akurat jak sobie coś postanowią, to zazwyczaj to osiągają.

Ja tę ligę oglądałem, gdy była średnia, gdy wielu kibiców przychodziło na stadion i nie do końca znało zasady, gdy niektóre drużyny upadały z braku zainteresowania itd. Ale to czasy sprzed 15 lat, cały czas staram się ludziom przekazać, że nie ma drugiej ligi na świecie jak MLS, która poczyniłaby taki postęp w tak krótkim czasie.

Mam swoją misję - przekonywać ludzi do MLS, pokazywać im, że naprawdę warto ją oglądać. I patrząc po rosnącym zainteresowaniu, nie najgorzej mi to wychodzi.

Wspomniał Pan Josefa Martineza. Wenezuelczyk został wykupiony przez Atlantę z Torino za ok. 4,5 miliona euro… po trzech spotkaniach, w których zdobył łącznie pięć bramek. Dla mnie, jako wciągniętego we włoską piłkę kibica było to dość dziwne. Nie wydaje Panu się, że włodarze klubu, którego trenerem jest Gerardo Martino, postąpili dość pochopnie w tej kwestii?

AK: W trzech meczach zdobył pięć goli, w dodatku nie, że strzelał do pustej bramki, tylko po efektownych akcjach, które wykańczał. W dodatku świetnie wpisuje się w charakter drużyny, którą buduje w Atlancie Gerardo Martino - oparł drużynę na młodych piłkarzach z Ameryki Południowej, sześciu zawodników z pierwszej XI ma poniżej 24 lat... Martinez wpisuje się w filozofię tego klubu idealnie, 4,5 mln za niego to jak promocja. Serie A to bardzo ciężka liga dla napastników, wielu lepszych od niego sobie tam nie radziło, a szło za granicę i strzelało bramki. Nie można oceniać zawodnika zero-jedynkowo.

23-latek z pewnością zaliczył wejście smoka do amerykańskiej ekstraklasy. Kogo więc Pan widzi jako króla strzelców po zakończeniu obecnego sezonu? Wspomnianego Martineza, Sebastiana Giovinco, Davida Villę czy może… Nemanję Nikolicia?

AK: Martinez teraz wypada z powodu kontuzji na kilka ładnych tygodni. Przez ten czas reszta może mu odjechać. W MLS jakiekolwiek typowania długoterminowe nie mają sensu - tutaj co sezon wyskakuje ktoś kto ma rozgrywki życia, w tym pewnie też na kogoś trafi. Jeżeli już musiałbym typować, to Nikolicia raczej bym tutaj nie uwzględniał - w Polsce portale internetowe nakręcają się na jego walkę o króla strzelców, a prawda jest taka, że w MLS jest sporo lepszych napastników jak Giovinco, Villa, Fanendo Adi, Cyle Larin, Jozy Altidore, Dom Dwyer, Clint Dempsey…

Ma Pan jakiegoś wymarzonego piłkarza z Europy, który mógłby z miejsca stać się „turbogwiazdą” MLS'u? Nie licząc oczywiście TOPu w postaci Messiego, Lewandowskiego, Suareza, Bale'a czy Courtois. Mnóstwo plotek łączyło Wayne'a Rooneya z przenosinami za Ocean.

AK: Nie wiem, co rozumiesz przez stwierdzenie 'turbogwiazda', ale chętnie znowu zobaczyłbym w MLS polskiego piłkarza. W Polsce zauważyłem większe zainteresowanie Major League Soccer z tak błahego powodu jak przyjście do ligi byłego napastnika Legii - obcokrajowca! Gdyby przyszedł tutaj Polak, zainteresowanie byłoby kilka razy większe. Polacy łakną sukcesów naszych za granicą, nieważne gdzie - ważne, żeby było głośno o polskim zawodniku.

Mam na myśli zawodnika pokroju Giovinco, który w Europie grał dosyć średnio, a w USA mógłby stać się graczem znacznie wyróżniającym się ponad resztę.

AK: Tak jak wspomniałem przy okazji Martineza - nie można piłkarza oceniać na zasadzie "tu sobie nie poradził, więc jest słaby". Nie można na piłkarzy patrzeć jak na roboty - to też są ludzie, na ich dobrą postawę na boisku wpływa wiele czynników. Sebie zmiana miejsca zamieszkania zrobiła bardzo dobrze, poukładał też swoje sprawy osobiste i znalazło to odzwierciedlenie na boisku.

Przydałby się transfer Polaka do MLS, bo Krzysztof Król w barwach Montrealu Impact nie zachwycił. Nadal Amerykanie najlepiej wspominają Piotra Nowaka i Romana Koseckiego?

AK: Przez prawie już 22 lata istnienia MLS grało w niej dwunastu Polaków - większość zaliczyła epizody jak Jacek Ziober, Andrzej Juskowiak czy Tomasz Frankowski. Ale Kosecki, Nowak i Podbrożny to są ważne postacie początków Chicago Fire i tam są wspominani najlepiej. Nowak został nawet włączony do "Galerii Chwały" Chicago, w której jest tylko 8 piłkarzy, w tym tylko 2 obcokrajowców - jednym z nich jest właśnie Polak.

W Ohio z kolei cały czas bardzo dobrze pamiętają Roberta Warzychę - najpierw jako piłkarza, a potem członka sztabu szkoleniowego, którym był przez 10 lat. Warzycha zapisał się też w historii MLS, strzelając pierwszego w jej historii "złotego gola" w dogrywce meczu Columbus - San Jose w 2000 roku.

W Eurosporcie jest Pan od 2015 roku. Znamy pański głos między innymi z relacji meczów Ekstraklasy. Każdy zna tą historię, jak nazwisko Kotleszka pojawiło się na tej stacji. Muszę Pana jednak zapytać o jedną, ciekawą kwestię. Podczas spotkań kontaktuje się Pan z widzami poprzez Twittera. Obecnie regularnie taką drogę obiera Eleven. Czuje się Pan "ojcem" tego trendu w Polsce?

AK: Nie mam pojęcia czy jestem "ojcem" tego trendu, czy ktoś to robił przede mną, kompletnie się tym nie interesowałem, nikogo nie podpatrywałem. U mnie wyszło to całkowicie naturalnie - komentuję MLS, ligę której zasad wiele osób wciąż nie rozumie, więc zawsze je objaśniam. Przybliżam też historię amerykańskiej piłki, staram się opowiedzieć jak najwięcej szczegółów, żeby nowa osoba, która ogląda transmisję, poczuła o co w tej MLS chodzi. Ze względu na mnogość zagadnień i terminów, często pojawiają się pytania i poprzez twittera staram się na nie odpowiadać. Co to za radość dla widza, jeżeli będzie oglądał ligę i słuchał o Konferencjach lub o zasadzie "designated player", jeżeli nie będzie tego rozumiał.

Poza tym sporo komentuję też nocnych meczów - wtedy dobrze jest wiedzieć, że ludzie o 2:30 polskiego czasu wciągnęli się w mój komentarz na tyle, że aż chciało im się znaleźć mnie na twitterze i zadawać pytania.

Ostatnie pytanie - czy Chicago Fire z m.in Nikoliciem i Schweinsteigerem w składzie sięgnie po Mistrzostwo Świata (pomyłka dziennikarza, chodziło mu o Klubowe Mistrzostwa Świata - dop.red)? ;) 

AK: Obawiam się, że będzie ciężko (śmiech). Dziennikarz zadający to pytanie Schweinsteigerowi ewidentnie się zestresował. Mistrz Major League Baseball zostaje okrzyknięty Mistrzem Świata i tym tropem poszedł pan redaktor, ale z drugiej strony... Amerykanie zawsze mierzą wysoko, więc może on po prostu chciałby Klubowego Mistrzostwa Świata dla Chicago? Są lepsze kluby w samej MLS, dlatego obawiam się, że nawet o Mistrza MLS będzie Fire ciężko.

Rozmawiał Aleksander Bernard.

fot. prywatne archiwum p.Adama Kotleszki, mlssoccer.com, chicago-fire.com

Jeśli chcecie zagłębić się w temat MLS'u, zachęcam do obserwowania profilu Pana Adama na Twitterze (TUTAJ).