Redakcja 30.11.2016

Kamil Wilczek: tytuł króla strzelców na obczyźnie będzie smakował wyjątkowo

Były król strzelców polskiej ekstraklasy Kamil Wilczek ma szansę powtórzyć ten wyczyn w barwach Broendby. 28-letni napastnik przyznał, że wybór duńskiego klubu był dla niego świetną decyzją. Dzięki temu transferowi niedawno zadebiutował w piłkarskiej reprezentacji Polski.

 

To wyjątkowo udany rok dla Pana.

 

Kamil Wilczek: To prawda, nie mogę na niego narzekać. Od początku roku wszystko fajnie mi się układa. Końcowym efektem był mój debiut w reprezentacji Polski.

 

Kluczowy w tym był transfer z Carpi do Broendby?

 

Można powiedzieć, że to był strzał w dziesiątkę, bo transfer został przeprowadzony w dobrym momencie. Nie widziałem dalszych perspektyw w Carpi i nie czekałem na dalszy rozwój sytuacji. Szybko podjąłem decyzję o zmianie otoczenia i transfer został przeprowadzony w dobrym momencie i do dobrego klubu. Wszystko dobrze się potoczyło.

 

Na czym polegają największe różnice pomiędzy Carpi a Broendby?

 

Przede wszystkim trafiłem ze słabo zorganizowanego klubu do bardzo dobrze zorganizowanego. Tutaj wszystko jest robione z myślą, aby piłkarzom było coraz lepiej. We Włoszech tego brakowało. Wszystko skupiało się na treningach, do których warunki też nie były komfortowe. W Broendby pierwsza drużyna ma do dyspozycji cztery boiska, a cały klub dysponuje około 30 boiskami. W Carpi mieliśmy jedno. Podstawowe sprawy organizacyjne są na zdecydowanie wyższym poziomie.

 

Czym charakteryzuje się liga duńska?

 

Przypomina polską. Poziom i charakterystyka są podobne.

 

To podobieństwo pomogło panu w przystosowaniu się do nowych warunków?

 

Wiele czynników na to wpłynęło. Jednak mój początek w Broendby nie był udany. Dopiero później wszystko potoczyło się po mojej myśli. Być może fakt, że wcześniej grałem w Polsce miał na to pewien wpływ.

 

Do Broendby trafił pan w styczniu, czyli w trakcie sezonu.

 

Do zespołu dołączyłem w trakcie zgrupowania. Jednak cały czas byłem w treningu, bo we Włoszech nie mieliśmy przerwy. Na początku zagrałem w kilku meczach, ale po zmianie trenera straciłem miejsce w składzie na dwa miesiące. Wróciłem do gry w okolicach kwietnia i od tamtej pory jest tylko lepiej. Dlatego ten początek w Broendby był dosyć trudny.

 

Jaką opinię mają w Danii polscy piłkarze.

 

Nie da się ukryć, że po mistrzostwach Europy we Francji polscy piłkarze są bardziej rozpoznawalni. Przed naszą reprezentacją Duńczycy czują duży respekt. Cały czas jest zainteresowanie naszą drużyną. Ciągle pojawiają się pytania o naszych zawodników. Koledzy z zespołu pytają mnie o Roberta Lewandowskiego, Łukasza Piszczka, Kubę Błaszczykowskiego, Łukasza Teodorczyka czy Kamila Glika. Temat polskiej reprezentacji i piłkarzy często jest poruszany.

 

Jak została odebrana porażka reprezentacji Danii w Warszawie (2:3) w eliminacjach mistrzostw świata?

 

Wiadomo, że Duńczycy chcieli osiągnąć z nami jak najlepszy wynik i po prostu wygrać. Początek tych eliminacji nie jest dla nich udany i jest spore rozczarowanie tymi wynikami. Z dorobkiem zaledwie sześciu punktów zajmują przecież trzecie miejsce w naszej grupie.

 

Jest pan zadowolony z debiutu, oraz drugiego występu w reprezentacji Polski w meczu towarzyskim ze Słowenią (1:1)?

 

Cieszę się, że zadebiutowałem w drużynie narodowej. To zawsze było moim marzeniem. Teraz jednak pojawiają się kolejne cele i marzenia. Cieszę się, że dostałem szansę pokazania się w większym wymiarze czasowym. Przez pięć minut ciężko się pokazać, choć nie jest to niemożliwe. Przez 45 minut ma się zdecydowanie więcej możliwości, aby zaprezentować swoje walory.

 

Apetyty rośnie w miarę jedzenia?

 

Spokojnie do tego podchodzę. Zagrałem dopiero pół meczu i nie mogę mówić, że teraz będę grał we wszystkich. Po prostu dalej będę starał się realizować moje cele. Jeżeli otrzymam kolejne powołanie, to będę starał się na każdym treningu udowadniać swoją przydatność do zespołu i swoje umiejętności. Tylko w ten sposób mogę otrzymywać kolejne szanse.

 

O miejsce w składzie reprezentacji rywalizuje pan z Łukaszem Teodorczykiem?

 

Nie odbieram tego w ten sposób. W ogóle o tym nie myślę. Kiedy przyjeżdżam na zgrupowanie staram się pokazać z jak najlepszej strony. Poprzez dobry trening mogę dostać kolejne szanse na grę.

 

Traktuje pan Broendby jako dłuższą przystań, czy raczej krótki przystanek na drodze do kolejnego klubu?

 

W piłce wielu rzeczy nie da się przewidzieć. Nie jestem na takim etapie, że muszę szybko zmieniać klub lub myśleć jedynie o transferze. Różne rzeczy mogą się wydarzyć, ale nie muszę na siłę zmieniać otoczenia, bo czuję się tutaj bardzo dobrze. Na pewno jednak chciałbym się jeszcze sprawdzić w mocnej lidze. Zobaczymy jednak co przyniesie przyszłość.

 

W tym sezonie strzelił pan dziewięć goli. Celem jest tytuł króla strzelców?

 

Po taki tytuł sięgnąłem w Polsce, a na obczyźnie smakowało by to jeszcze lepiej. Jednak to nie jest mój główny cel. To nie jest sport indywidualny. Musimy być w czołówce tabeli, to jest najważniejsze. Mam nadzieję, że moje bramki w tym pomogą. Kiedy będę myślał o zespole, wtedy będzie mi łatwiej osiągać indywidualne cele.

 

Tych goli byłoby więcej, gdyby strzelał pan rzuty karne.

 

Ta hierarchia została ustalona i trzeba to respektować. Wykorzystuje je Teemu Pukki i niech robi to dalej. Nie jestem typem piłkarza, który robi cyrk przed egzekwowaniem karnych. Mógłbym zabrać piłkę i samemu strzelić, ale to nikomu nie służy. Takie zachowanie deprymuje zespół i wprowadza nerwowość.

 

A jaki jest cel zespołu?

 

Wiadomo, że faworytem rozgrywek ligowych jest FC Kopenhaga. To bardzo mocny zespół, który z powodzeniem występuje w Lidze Mistrzów. Musimy się bardzo wysilić, aby go przegonić. Naszym celem są europejskie puchary. Stać nas na zajęcie drugiego miejsca, ale możemy napsuć dużo krwi FC Kopenhadze.

 

Jak działa na pana fakt, że tak potężna firma jak New Balance wybrała pana na ambasadora?

 

Bardzo cieszę się, że tak znana firma zdecydowała się podpisać ze mną kontrakt. Współpraca układa się znakomicie.

 

Czym charakteryzują się te buty?

 

To buty o nieco innej charakterystyce, od tych w których grałem wcześniej. Przed podpisaniem kontraktu testowałem to obuwie i muszę przyznać, że jest bardzo wygodne. Dla mnie to była pewna niewiadoma i musiałem je sprawdzić. Nie grałbym w tych butach, jeśli nie czułbym w nich komfortu. Przypasowały mi. Cieszę się, że strzelam gole również w nich. Podczas meczu mogę skupić się tylko na graniu, a nie na tym czy coś mnie uwiera w bucie.

 

Głośno było niedawno o tym, jak trafił pan piłką w głowę kibica. Dzięki temu wykryto u niego niebezpiecznego guza.

 

W trakcie rozgrzewki przed meczem z FC Kopenhaga nie trafiłem w bramkę, ale w kibica, który stał za nią. Dostał w głowę i trafił do szpitala. Tam przeszedł szczegółowe badania, które wykazały guza. Przeszedł zabieg. Trochę to wszystko przeżyłem, ale wszystko dobrze się skończyło. Zależało mi na tym, aby się z nim spotkać i chwilę porozmawialiśmy. Cieszę się, że mogliśmy się poznać.

Redakcja