25.05.2015

Znany działacz: Legii nie można nawet nazwać drużyną!

Fot. Norbert Barczyk\Pressfocus

Ta liga robi się dziwna. Przede wszystkim przez ten idiotyczny regulamin, który jest kompletnie a-sportowy. Zabieranie komuś punktów zdobytych na boisku to kompletny bezsens, to nie ma nic wspólnego ze sportem - grzmi w ostrym wywiadzie dla portalu FootBar.pl działacz sportowy, Zbigniew Koźmiński.

 

Nie oszczędza też Henninga Berga...

Kilka miesięcy temu napisał pan na łamach katowickiego „Sportu”, że Henning Berg rozkłada Legię. Rozumiem, że po ostatnich wynikach norweskiego szkoleniowca zdanie o nim nie uległo zmianie.

Oczywiście, swojego zdania nie zmieniłem, bo jego praca się nie zmieniła. Inne media też już zaczęły podchwytywać ten temat, że to nie jest tak kolorowo, jak się wszystkim wydaje. Berg tę drużynę doprowadził do wielu porażek! I swoje nadal wysokie miejsce w tabeli zawdzięcza tylko i wyłącznie słabości konkurentów. Tak czy inaczej Legia i tak zostanie tym mistrzem, ale proszę mi wierzyć, trudno sobie przypomnieć, kiedy ostatnio najlepszy klub w lidze miał tyle porażek. Przecież ten zespół tak naprawdę żadnym zespołem nie jest, a to wszystko przez tryb jego prowadzenia.

Ale jego wyniki osiągnięte z mistrzem Polski w Lidze Europy były naprawdę dobre. W końcu w grupie zajęli pierwsze miejsce, odpadli dopiero z Ajaksem Amsterdam.

Na to wszystko trzeba popatrzeć na spokojnie. Ten zespół belgijski albo Trabzonspor to nie są, Matko Boska, jakieś tuzy europejskie. Pieniądze i możliwości, jakimi dysponuje Legia sprawiają, że powinna już spokojnie z takimi średniakami wygrywać, to jest jej obowiązek. A jak trafili na superśredniaka, na Ajax, to się skończyło jak sami widzieliśmy, bez żadnej szansy. Legia, jako klub, powinna być już zdecydowanie wyżej w hierarchii klubów europejskich, ale właśnie przez takie działania i wybory takich szkoleniowców jak Berg, jest jak jest.

Zaraz pan powie, że Berg do tej Legii nie pasuje.

Berg pasowałby do Legii, gdyby pracował bardziej logicznie. Piłka nożna to sport zespołowy, ciągle oglądamy najlepsze drużyny europejskie, a tam nie ma takich rotacji jak w Warszawie. A przecież wszyscy grają więcej meczów niż mistrz Polski. I dziwnym trafem jakoś wszyscy wytrzymują. Wychodzi na to, że Norweg nie wierzy we własne metody szkoleniowe, nie wierzy w swoich piłkarzy, jego zdaniem nie są zdolni do tego, by wytrzymać grę co trzy dni. No to jak on ich przygotował? W Europie gra środa-sobota to standard.  

Sporo pan zarzuca Bergowi. Jeśli już faktycznie można mieć do niego pretensje, to raczej o fakt, że nie wystawia w pierwszym składzie Orlando Sa.

Zgadzam się. Portugalczyk jest bardzo dobrym napastnikiem, uznawanym w Europie – oczywiście nie na jakimś absolutnym topie, ale jest znany. Trzymanie go na ławce i wpuszczanie na ostatnie piętnaście minut to pomyłka, przecież on w tak krótkim czasie nie pokaże w pełni swoich umiejętności. Ale że przegrywa rywalizację z Markiem Saganowskim... Chwała Markowi za to, że tyle gra, że jest zaangażowany, ale to nie te możliwości, nie ten poziom. Nawet nie ma jak go porównywać z Orlando Sa.

On latem może odejść z Legii. Zresztą szykuje się spora przebudowa drużyny, kontrakty kończą się Astizowi, Pinto, Saganowskiemu, a barwy klubowe zmienić może także Duda, Żyro  czy Kosecki. Zapowiedziano również transfery do klubu.

Wszystko zależy od tego, jak będzie to wszystko przeprowadzane. Na razie to transfery „Wojskowych” ośmieszają, a nie budują. Bo co niby powiedzieć o zakupie Arkadiusza Piecha? Albo tego obrońcy z Zawiszy, który siedzi na ławce. Jeszcze jest Sa, który gra dobrze, ale nie pasuje trenerowi. To nie są piłkarze, którymi Legia mogłaby się pochwalić. Tylko czym to tłumaczyć? Z jednej strony władze chwalą się, że mają 100 mln budżetu, ale przecież zespół można utrzymać za połowę tej kwoty, to pytam się, co się dzieje z resztą? Gdzie te transfery, gdzie te wzmocnienia, gdzie logika w działaniu.

Poziom Ekstraklasy z roku na rok coraz bardziej się wyrównuje, czy może wręcz odwrotnie – nasza liga jest coraz słabsza?

Ta liga robi się dziwna. Przede wszystkim przez ten idiotyczny regulamin, który jest kompletnie a-sportowy. Zabieranie komuś punktów zdobytych na boisku to kompletny bezsens, to nie ma nic wspólnego ze sportem. Zaczynają się kalkulacje, kto z kim może wygrać, kiedy można sobie odpuścić. Poza tym coraz większa ilość słabych obcokrajowców, których ściągamy do kraju w nadziei, że poprawią poziom Ekstraklasy. A to działa w drugą stronę, jeszcze bardziej osłabia tę ligę. Tracą na tym także młodzi zawodnicy, którzy nie mogą grać regularnie, bo jakiś cudzoziemiec przyjechał.

Ale konkretnie: jest słabsza?

Jest. Widać to na arenie międzynarodowej, gdzie nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Tkwimy w jakiejś stagnacji, a jeśli już się poruszamy, to na pewno nie w kierunku rozwoju. Kisimy się we własnym sosie i nic z tego nie wynika. Europejskie to mamy tylko stadiony, ale nie drużyny. Nie ma nawet większej różnicy między pierwszym a ostatnim zespołem w tabeli. Świadczy o tym w końcu gra Zawiszy Bydgoszcz. Dawniej taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia.

Nie podoba się panu podział punktów po 30. kolejce, rozumiem. W takim razie niech pan zaproponuje rozwiązanie tego problemu.

Dorośliśmy już do powiększenia ligi do osiemnastu zespołów i dwóch rund bez żadnego podziału punktów. Poza tym jak chcemy więcej grać, powinniśmy zwiększyć rangę Pucharu Polski i jeszcze bardziej doinwestować ten projekt. Tą, naturalną metodą moglibyśmy zorganizować więcej meczów o stawkę. A nie jakiś marketing rodem ze sklepu warzywnego.

No tak, ale gdybyśmy powiększyli ligę, w najwyższej klasie rozgrywkowej na dzień dzisiejszy powitalibyśmy Zagłębie Lubin i Wisłę Płock. Te ekipy mają podwyższyć poziom?

Mają stadiony i pieniądze, by sensownie w tej lidze grać. Czy komuś z tego powodu by się coś stało?

To by się stało, że oglądalibyśmy jeszcze więcej meczów już nawet nie o pietruszkę, a koperek.

Ale Lubin stać na to, żeby był zespołem walczącym chociaż o środek tabeli, to samo Wisła Płock. No dobrze, jeśli nie ten system, to można wymyślić inny, ale na pewno nie można punktów zabierać. Jest tysiące pomysłów, a wybrano możliwie najgłupszy. W żadnej dyscyplinie sportu nikt tego nie wymyślił, tylko my tak genialnie na to wpadliśmy.

Obecny system swoje wady ma, ale przynajmniej drużyny walczą do samego końca o miejsce w pierwszej ósemce albo o utrzymanie. Poziom się nie poprawił, ale są większe emocje.

To wszystko jest sztuczne, tym bardziej emocje. Już to mówiłem – to zwykły marketing z podrzędnego sklepu. Ktoś wywalczy coś na boisku, by po 30. kolejce stracił połowę dorobku. To ma być reforma?

Nie martwi pana fakt, że w ostatnim czasie przez Ekstraklasę przetoczyło się sporo zagranicznych trenerów? Chociażby Machado czy Paixao z Portugalii albo Angel Perez Garcia. A nasi szkoleniowcy – ostatnio Michniewicz i Zieliński – długo pozostawali bez pracy?

Bardzo mnie to martwi. Pracować powinien jeszcze chociażby Dariusz Wdowczyk, drugi Jacek Zieliński... Takich, którzy są zastępowani przez cudzoziemców jest mnóstwo i wypada z nich korzystać. Polski trener nie jest złym trenerem, potrzebuje więcej zaufania. Ale nie, inni są mądrzejsi i ściągają nieudaczników z różnych zakątków świata tylko dlatego, że mówią w innym języku. I myślą: o, ten zrewolucjonizuje nasz futbol, bo mówi po angielsku.

Rozmawiał ŁUKASZ KLINKOSZ

Fot. Norbert Barczyk\Pressfocus