Redakcja FootBar 10.05.2017

„Mission impossible” Atletico Madryt

Przed pierwszym meczem madryckich ekip w półfinale trwającej edycji Ligi Mistrzów  ich szanse oceniane były po równo. Argument jakościowej przewagi kadry zespołu prowadzonego przez Zinedine'a Zidane'a, równoważony był tezą o przewadze Atletico w sferze mentalnej i fizycznej. Nie bez racji byli również ci, którzy uważali, że zespół "Los Colchoneros" jest wyjątkowo niewygodny dla kolosa zza miedzy. Boisko okazało się jednak brutalne dla ekipy trenera Simeone. Bezdyskusyjne 0-3  w pierwszym meczu stawia zespół „Rojiblancos” przed arcytrudnym wyzwaniem w rewanżu.

W pomeczowych wypowiedziach nawet sami zawodnicy Realu Madryt nie kryli zdziwienia, co do rozmiaru zwycięstwa nad lokalnym rywalem. Spora przewaga i całkowita dominacja Królewskich nad rywalami była zaskoczeniem nawet dla najbardziej optymistycznie nastawionych kibiców zespołu Zidane’a. Atletico próbowało wysokiego pressingu i chciało zmusić Real do błędu, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że zabrakło charakterystycznej dla tej drużyny woli walki, która wielokrotnie przekładała się na efektywność w defensywnych poczynaniach i zniechęcenie przeciwnika. Mimo niewątpliwych osłabień defensywy Atletico w postaci braku Gimeneza i Juanfrana, zarówno od Savića, jak i zwłaszcza Felipe Luisa oczekiwano zdecydowanie więcej.

Natomiast Real zagrał mecz ocierający sie o perfekcję. Cały zespół Los Blancos z fenomenalnym Ronaldo na czele zasłużył na wielkie słowa uznania. Były i intensywność, i kontrola, których od drużyny wymaga Zidane. Zespół wzorowo „przepracował” wszystkie fazy meczu w łatwy sposób kontrolując przeciwnika głównie dzięki świetnej postawie tercetu pomocników Modrić - Kroos - Isco.

W perspektywie rewanżu Atletico poprawić musi w zasadzie każdy aspekt gry, a przede wszystkim grę ofensywną. Jeden celny strzał oddany na Santiago Bernabeu bardzo źle świadczy o postawie ataku drużyny „Los Colchoneros” zwłaszcza w kontekście problemów Realu w grze obronnej. Mimo niekorzystnego wyniku z pierwszego spotkania Diego Simeone wierzy w odwrócenie losów dwumeczu mówiąc do swoich piłkarzy: „Kto nie chce grać za tydzień, niech mi to powie”.  Oznacza to, że charyzmatyczny Argentyńczyk jak zawsze będzie nastawiał zespół na twardą walkę od samego początku i nie wybaczy nikomu wyjścia na murawę bez wiary w zwycięstwo już przed pierwszym gwizdkiem sędziego.

Wracając raz jeszcze do pierwszego meczu najbardziej zaskakującym był fakt, że Atletico przegrało walkę z Realem właśnie w sferze fizycznej i mentalnej. Zawodnicy „Rojiblancos” niby stosowali pressing, niby próbowali zmusić Real do błędu, ale robili to bez przekonania, byli wolniejsi, zagrali z mniejszą intensywnością i determinacją, jakby chwilami brakowało im wiary w zwycięstwo. Przy takim trenerze jak Simeone to zaskakujące. ale  Być może znak, że między nim a piłkarzami coś zaczęło się wypalać, że pewien cykl się kończy?.  A może to Real był aż tak dobry, a różnica w czysto piłkarskich umiejętnościach obu ekip jest zbyt duża?.

Real jest w komfortowej sytuacji. Dzięki stosowanej przez trenera polityce rotacji trzon zespołu jest wypoczęty i żądny gry. Pewnym kłopotem może być absencja Carvajala  oraz możliwy brak Varane’a, jednak wobec dobrej formy Nacho i ostatnio przyzwoitej dyspozycji Danilo wydaje się, że z tymi problemami Real sobie poradzi. Trzy bramkowa zaliczka z pierwszego meczu sprawia, że Atletico zmuszone będzie do ataku, co Królewskim umożliwi zastosowanie ich ulubionej broni, czyli gry z kontry. Trener Zidane zapowiada „Chcemy wyjść na boisko żeby strzelać gole”, w którą deklarację trudno nie wierzyć obserwując passę 60 meczów Realu ze strzelonym golem.

Analizując historię i statystyki zwraca uwagę fakt, iż nigdy nie zdarzyło się by Real odpadł z europejskich pucharów wygrywając pierwszy mecz różnicą, co najmniej trzech goli oraz zwycięska passa meczów z Atletico w Lidze Mistrzów. „Ten klub uwielbia takie momenty” - mówi Zidane. Real jest zespołem obytym w Europie, z zawodnikami o ogromnym bagażu doświadczeń, co sprawia, że trudno wierzyć w powtórkę meczu Barcelona - PSG i remontadę Atletico. Natomiast argumentem stojącym po stronie „Los Colchoneros”  jest doświadczenie, że można ograć Real w zdecydowany sposób, czego udało się dokonać w nie tak dawnym przecież meczu z lutego 2015 r. który zakończył się wynikiem 4 - 0. Do poprawy gry defensywy powinny przyczynić się także spodziewane powroty Juanfrana i Gimeneza.

Gracze Atletico z pewnością będą chcieli godnie pożegnać legendarny dla fanów tego klubu stadion Vicente Calderon, gdyż będzie to ostatni rozgrywany na nim mecz w europejskich pucharach. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że całej rodzinie „Rojiblancos” pozostaje już głównie wiara w piłkarki cud.

 

Marcin Sułkowski

fot. pressfocus