Redakcja FootBar 11.01.2017

Chińczyk, który idzie pod prąd

Jest takie powiedzenie, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu. Parafrazując je i dostosowując je do aktualnej sytuacji na piłkarskim rynku transferowym można by rzec, że większość dróg prowadzi do Chin, a pokrywają je grube pliki chińskich juanów. Wielkie pieniądze, perspektywa zapewnienia sobie bytu w wysokim standardzie po zakończeniu kariery skłaniają do przeprowadzek wielu piłkarzy.

Nie zapominajmy, że w chińskiej Superlidze panują ograniczenia co do liczby zawodników z poza granic Państwa Środka. Może ich być maksymalnie pięciu, z czego przynajmniej jeden z nich musi pochodzić z federacji zrzeszonej w AFC. Zagraniczni piłkarze to przede wszystkim zabieg marketingowy, a działaczom sportowym jak i władzom zależy na podnoszeniu poziomu miejscowych graczy. Biorąc pod uwagę prawdziwy szał na futbol za Wielkim Murem żaden z najbardziej utalentowanych Chińczyków na pali się do wyjazdu do Europy. Na Starym Kontynencie musieliby udowadniać swoją wartość i przydatność na tle miejscowych piłkarzy, a we własnej lidze także mogą znacznie łatwiej uzyskać status gwiazdy, zyskać miliony rodzimych fanów, a do tego także dobrze zarobić. Na dzień dzisiejszy jedyną rzeczą, która wędruje z Chin do piłkarskiej Europy są... chińscy biznesmeni, zarzucający sieci na kolejne kluby.  

Znalezione obrazy dla zapytania china football

W Europie zbyt wielu zawodników z Chin nie występowało. Nad Wisłą najpopularniejszy jest oczywiście Dong Fangzhou, który grał między innymi w Legii Warszawa oraz zaliczył trzy spotkania w Manchesterze United, który chyba bardziej liczył dzięki niemu na wzrost sprzedaży pamiątek w Azji niż na jego walory piłkarskie. Poza Chinami najlepszy swój okres zaliczył w drugiej lidze belgijskiej w Royal Antwerp, gdzie w 61 meczach 33 razy pokonywał bramkarzy rywali. Odnotujmy, że w Belgii występował głównie w celu zdobycia pozwolenia na pracę na Wyspach Brytyjskich.

Wraz z początkiem 2015 roku na podbój Europy wyruszył pomocnik Xizhe Zhang. Pozyskał go Vfl Wolfsburg z Beijing Guoan, płacąc za niego dwa miliony euro, co przy ówczesnych możliwościach finansowych "Wilków" było niewielkim wydatkiem. O tym, że Xizhe Zhang przeniósł się do Bundesligi zadecydował w dużej mierze świetny sezon 2014 (w Chinach gra się systemem wiosna-jesień). 29 gier, 6 goli, 12 asyst to bardzo dobre statystyki jak na pomocnika. Jednak zderzenie z najmocniejszą ligą świata dla wychowanka Qinhuangdao Football School okazało się brutalne. Nie zagrał ani razu i tylko trzy razy znalazł się kadrze na zawody ligowe. Okres przygotowawczy latem 2015 roku rozpoczął jeszcze pod okiem trenera Dietera Heckinga, ale w połowie lipca powrócił do Beijing Guoan za półtora miliona euro. Po powrocie do ligi chińskiej nie miał już tak udanej kampanii jak przed wyjazdem do Niemiec.

Kiedy Xizhe Zhang pakował walizki, do Holandii przeprowadził się urodzony 5-go stycznia 1997 roku we Wenzhou na świat przyszedł Yuning Zhang. Jest on najnowszą i aktualnie jedyną chińską nadziej, która może się zadomowić w mocnej lidze. Przygodę z piłką zaczynał w Hangzhou Greentwon w 2008 roku, a po siedmiu latach zadebiutował w pierwszym składzie w meczu o Puchar Chin. Premierowy występ okrasił bramką. Nie zdążył zagrać po raz pierwszy w chińskiej Superlidze, a już zgłosiło się po niego Vitesse Arnhem, które zapłaciło  za niego 150 tysięcy euro. Uwagę na swoją osobą zwrócił przede wszystkim dobrymi występami oraz strzelonymi golami w zespołach młodzieżowych Hangzhou Greentwon jak i juniorskich reprezentacjach Państwa Środka. Co ciekawe w kadrze do lat U-19 ma więcej trafień na koncie niż rozegranych spotkań.

Yuning Zhang przez pierwsze półrocze terminował w drużynach Vitesse U-19 i U-21. Strzelił tam kilka goli, zanotował kilka asyst co zaowocowało tym, że 13-go stycznia 2016 roku zadebiutował w holenderskiej Eredivisie. W 86 minucie pojawił się na boisku w zwycięskim pojedynku z SC Heerenveen (3:0). Na premierową bramkę musiał czekać do marca. Szóstego dnia tego miesiąca trafił do siatki w starciu z Rodą Kerkrade. Było ono tym bardziej cenne, że z ławki rezerwowych wszedł w 88 minucie, a w drugiej minucie doliczonego czasu gry jego gol dał wygraną Vitesse (2:1). Zaznaczmy, iż było to pierwsze trafienia Chińczyka na boiskach Eredivisie. W kampanii 2015/2016 jeszcze raz wpisał się na listę strzelców. W ostatniej serii gier zmusił do kapitulacji bramkarza Twente Enschede, a zawody zakończyły się podziałem punktów.  

 

W sezonie 2016/2017 znajdował się już głównie w kadrze pierwszego garnituru Vitesse, sporadycznie zostając zsyłanym do pozostałych klubowych teamów. W obecnych rozgrywkach tylko trzykrotnie nie znalazł się w osiemnastce meczowej, a raz było to spowodowane powołaniem do reprezentacji. W trwającej kampanii Eredivisie jak na razie do siatki trafił raz na początku grudnia z PEC Zwolle (zwycięstwo 3:1). Dodajmy, że to było jego pierwszy raz na najwyższym szczeblu w Holandii od pierwszej do ostatniej minuty. Wcześniej pełne 90 minut w jego wykonaniu miało miejsce tylko pod koniec października w drugiej rundzie Pucharu Holandii i był to zarazem jego najlepszy mecz. Strzelił jednego z goli, a do tego dołożył dwie asysty.

Przebicie się do kadry pierwszego zespołu Vitesse nie zostało niezauważona przez ówczesnego selekcjonera chińskiej kadry Gao Hongbo. Powołał go na czerwcowe sparingi, a ten w debiucie w konfrontacji z Trynidadem i Tobago odwdzięczył się dwoma trafieniami i walnie przyczynił się do triumfu 4:2. Tym występem zapewnił sobie na stałe miejsce w kadrze swojego kraju, ale swojego dorobku bramkowego w narodowym trykocie nie udało mu się powiększyć w jesiennej części eliminacji do Mistrzostw Świata. Po październikowych porażkach z Syrią i Uzbekistanem zdymisjonowany z posady selekcjonera został Gao Hongbo, a zastąpił go Marcello Lippi, który także wiąże plany ze świeżo upieczonym 20-latkiem, czego dowód mieliśmy w listopadzie, gdy zagrał szósty raz w reprezentacji przeciwko Katarowi.

Znalezione obrazy dla zapytania china football

Yunning Zhang jak na piłkarza z Dalekie Wschodu może się pochwalić sporym wzrostem - 185 centymetrów. Nieźle gra głową, potrafi odnaleźć się w polu karnym wyjść na pozycję i zgubić obrońców. Otrzymuje w Eredivisie oraz reprezentacji coraz więcej szans na grę i gdyby dołożył do tego systematyczność w zdobywaniu bramek Holandia mogłaby być jedynie przystanią do większego klubu i kariery. 

Najmożniejszym w Europie marzy się chiński talent, który mógłby powiększyć strefę wpływów na azjatyckim rynku i pozwoliłby zarobić setki milionów chociażby ze sprzedaży gadżetów klubowych. Kilkanaście miesięcy temu Real Madryt, Inter Mediolan czy Chelsea Londyn były zainteresowane sprowadzeniem obrońcy Zhanga Linpenga, będący w swoim za Wielkim Murem prawdziwą gwiazdą, niczym Robert Lewandowski w Polsce. Z drużyną ze Stamford Bridge podobno dzieliło go niewiele od podpisania umowy. Teraz najnowszą, największą nadzieję na spełnienie tych marzeń jest Yuning Zhang. Dodajmy, że "The Blues" współpracują z Vitesse, więc w przypadku ewentualnego eksplozji talentu przeprowadzka w bliższym lub dalszym horyzoncie czasowym byłaby jak najbardziej realna. 

Yuning Zhang jest obecnie wyceniany na 300 tysięcy euro i wiąże go z Vitesse kontrakt do końca kampanii 16/17 z opcją automatycznego przedłużenia. Czy po zebraniu pierwszych, poważniejszych szlifów w Europie wróci do Chin, gdzie znacznie szybciej mógłby zostać gwiazdą czy będzie szedł "pod prąd" i pracował na swoją dużą szansę na Starym Kontynencie? Oprócz niego w Europie jest jeszcze kilku jego rodaków. Kilku z nich reprezentuje między innymi barwy portugalskich drużyn z niższych poziomów, głównie trzecioligowego SC Gondomar, Li Liangming grywa sporadycznie w Realu Madryt Castilla, Xu Tianyun terminuje w Rayo Vallecano , a Yan Dinghao trenuje w juniorach FC Porto. Jednak im jest jeszcze bardzo daleko do etapu, na którym jest Yuning Zhang. 

 

Marcin Juszczyk

fot. reuters