26.04.2015

Sebastian Mila: Niby stary chłop, ale płakałem jak dziecko

Na naszych łamach witamy reprezentanta kraju i piłkarza Lechii Gdańsk, Sebastiana Milę. Jest to dla nas absolutny zaszczyt. Mamy nadzieję, że będziecie zadowoleni! Nie przedłużając, powiemy tylko, że kolejne jego teksty już niebawem. Przyjemnej lektury!

Na początku wypada się przedstawić. Pewnie wiecie kim jest Sebastian Mila i co robi w swoim życiu. Ale nie wiecie za to jaki jest. Dlatego od tego zaczniemy naszą znajomość.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że jakby przeanalizować moje wypowiedzi czy zachowania, to od razu nasuwa się słowo sentymentalizm. To prawda. Jestem bardzo uczuciowym człowiekiem. Zresztą wędkarz chyba musi być wrażliwy. Żeby nie było – biorę tylko wymiarowe ryby i to też nie wszystkie!

Mówiąc poważnie, to jestem mega sentymentalny. Tak zostałem wychowany. Dla mnie święta, rodzinne zjazdy to coś wyjątkowego. Staram się to pielęgnować, wpajać swojej córce, że to jest najważniejsze. Tak mnie uczono, a teraz ja uczę tego samego swoje dziecko. Kurczę, przecież to jest wspaniała rzecz. Umieć się cieszyć takimi sprawami!

Muszę przyznać, że jestem też tradycjonalistą. Na każdym kroku staram się zachowywać pewne zwyczaje, jakieś utarte przez lata reguły. Zresztą, o czym ja mówię? Przecież to jest naturalne.

CZYTAJ TAKŻE: Zobacz jak stać się gwiazdą Canal+!

Niezwykłym momentem w moim życiu było odejście ze Śląska. Nawet nie podejrzewałem, że sam moment rozstania będzie aż tak trudny. Przecież odszedłem do klubu, który bardzo kocham. Całe swoje piłkarskie życie powtarzałem, że to właśnie w Lechii chciałbym zakończyć karierę…

Oglądałem kiedyś rozstanie z Wisłą mojego przyjaciela, Radka Sobolewskiego. Sam się podczas jego pożegnalnej konferencji wzruszyłem. I tak sobie pod nosem powiedziałem, jak on nie wytrzymywał olbrzymich emocji: „Kurde, ale ma teraz kichę. Ale rozumiem go”. Byłem wtedy jakoś zaraz po podpisaniu drugiego kontraktu w Śląsku i miałem przed sobą jeszcze dwa-trzy lata gry we Wrocławiu. Byłem autentycznie szczęśliwy, że nie muszę przechodzić tego, co „Sobol”.

I teraz, gdy moje odejście było już potwierdzone i ktoś wpadł na pomysł zorganizowania pożegnalnej konferencji prasowej pierwsze, co przyszło mi do głowy to, że nie mogę powtórzyć reakcji Radka. Wmawiałem sobie, że będę na ten moment przygotowany i dam radę. No przecież odchodzę do swojego ukochanego klubu, a Śląsk zostawiam w bardzo dobrej sytuacji! Na pierwszy rzut oka wszystko było w porządku.

W dniu konferencji zniosłem sobie wszystkie ciuchy, buty i szedłem po schodach w kierunku sali konferencyjnej. Rzecznik podpowiadał, że wejdziemy, usiądziemy, prezes powie parę słów, potem ja, a na koniec dziennikarze zadają jakieś pytania. Normalka. I idąc po tych schodach, zupełnie niespodziewanie, przyszła mi do głowy myśl, że chyba jednak nie dam rady.

Siadam, rzecznik zaczyna mówić i nadchodzi pierwsze wzruszenie. I wtedy koniec. Wyszedłem i przysiągłem sobie, że już tam nie wrócę. Nie ma opcji.

Znany działacz piłkarski: "Henning Berg rozkłada Legię!"

Rzecznik kazał odetchnąć i spróbować jeszcze raz…

Stary chłop jestem, ale byłem przywiązany do Śląska. Traktowałem ten klub jak swój. Wiąże mnie z nim mnóstwo pięknych chwil i wspomnień. Zresztą Wrocław zawsze będzie mi się dobrze kojarzył. Tak emocjonalnie do tego podszedłem, że… wyszło jak wyszło.

Nie wiedziałem dlaczego płaczę. Byłem szczęśliwy, odchodziłem do wymarzonego klubu, wracałem do domu. Ale czasami tak jest. Emocje biorą górę i człowiek nie jest w stanie tego opanować.

Mimo tego, że strasznie mało powiedziałem na tej konferencji, mam nadzieję, że kibice wiedzą o mojej sympatii do Śląska.

Tak sobie czasami myślę, że w ogóle mam miękkie serce. Nawet jak widzę, gdy mojej córce jest smutno, to od razu mięknę i zrzucam odpowiedzialność na narzeczoną. Mówię tylko: „Ulka, załatw to”. Potem mi wypomina, że ja będę super ojcem, a ona złą mamą.

Misia chyba odziedziczyła po mnie charakter, bo jest strasznie wrażliwa. Widzę takie syndromy, że na przykład nauczyciel mi mówi, że ona została w szkole, pomogła posprzątać salę albo dzieli się z kimś czekoladą, batonem czy zabawkami. Pękam wtedy z dumy!

Mam zresztą czasami wrażenie, że mnie to łatwiej się wychowywało. Lepsze czasy były!

SEBASTIAN MILA (@SebastianMila11)

Autor jest reprezentantem Polski i piłkarzem Lechii Gdańsk.

Fot. PRESSFOCUS