Redakcja 11.10.2016

Zostań Legendą: „W Leicester na śniadanie fasolka i boczek..."

 

Bartek Kapustka latem wyjechał do Anglii i do teraz czeka na swój debiut w Premier League. Czy spodziewał się takiego obrotu spraw? Ile godzin dziennie spędza w ośrodku treningowym Leicester? Czy Marcin Wasilewski woła na niego „synek”? Jakie uczucie mu towarzyszyło przy debiucie z Barceloną? Ile kiełbasek zjada Vardy? Jak testował na sobie dietę angielskich piłkarzy? Zapraszamy na wywiad z Bartkiem Kapustką.

Wszystkie multimedia wykonano smartfonem Samsung Galaxy S7 (więcej o GalaxyS7

Rozmawiałeś z „Wasylem” przed transferem?

Nie, miałem do niego dzwonić, ale nie mogliśmy się złapać i w końcu pogadaliśmy dłużej już na miejscu. Wszyscy nasi wspólni znajomi wypowiadali się o Marcinie w samych superlatywach. Jak poznałem go osobiście, to okazało się, że nie kłamali, bo zrobił na mnie jeszcze lepsze wrażenie, niż się spodziewałem. Poświęcił mi dużo czasu, myślę, że nie każdemu człowiekowi na jego miejscu chciałoby się tak mi pomagać.

Woła do ciebie „synek”?

(śmiech) Nie. Pomaga mi, więc ktoś może powiedzieć, że jest takim moim opiekunem, ale od początku mieliśmy koleżeńskie relacje, nie bawił się w drugiego ojca.

Miało dla Ciebie znaczenie, ile kosztowałeś? W Polsce ludzie przez dobre dwa tygodnie kłócili się, czy kosztowałeś pięć, siedem czy dziewięć milionów.

Było zainteresowanie z różnych klubów, ale czekałem na konkrety, a każdy zwlekał. Właśnie Leicester od początku było zdecydowane i przekonane, że chce mnie kupić. Cieszyło mnie, że będzie trenował mnie Claudio Ranieri. Dowiedziałem się, że mnie obserwuje, jeszcze zanim wynikła cała sprawa z Leicester.

Teraz grając w drugim zespole, czujesz się jak na zesłaniu?

Pierwszy mecz w rezerwach zagrałem dwa dni po tym, jak siedziałem na ławce w pierwszej kolejce Premier League z Hull. Pomyślałem sobie, że muszę czymś się wyróżnić, pokazać, aby dostać potem szansę w jedynce. Graliśmy z Manchesterem United.

Herb na koszulce rywali wywołał u ciebie jakieś emocje?

Nie, bo miałem świadomość, że to nie Premier League i nie Old Trafford, tylko drużyna U23. Tydzień później udało mi się pokazać, bo strzeliłem gola w rezerwach przeciwko Sunderlandowi. Traktuję to zadaniowo. Chcę pokazać się z tak dobrej strony w rezerwach, aby mój następny mecz był w Premier League. Na mecze nie jeździ po 18 zawodników, tylko zawsze ponad 20. Kilku musi odpaść. I nie jest przyjemnie, kiedy dowiadujesz się, że w kadrze na mecz ciebie nie ma.

Jedziecie na mecz znając już decyzję Ranieriego?

Nie, jedziemy dzień wcześniej, a trener podaje 18 przed wyjazdem na stadion, czyli jakieś dwie godziny przed meczem. Były sytuacje, kiedy mocno liczyłem, że będę w kadrze, a swojego nazwiska na odprawie jednak nie usłyszałem. Ale nie załamujemy się, zawsze mogę porozmawiać z „Wasylem” na takie tematy.

Ale on ma ten sam problem…

Zgadza się (śmiech). Walczymy. W drodze powrotnej może nie mam usmiechu na ustach, ale w domu wspiera mnie dziewczyna.

Bardziej ona wspiera ciebie, czy ty ją?

Aż głupio się przyznać, ale myślę, że to ona mnie bardziej wspiera, ma do mnie cierpliwość. To nowa sytuacja i dla niej i dla mnie, cieszę się, że mogę wrócić do domu po treningu czy właśnie z wyjazdu i mieć z kim szczerze porozmawiać. Nie muszę trzymać niczego w sobie, bo mogę o wszystkim powiedzieć Klaudii.

Radzicie już sobie sami, czy ludzie z klubu pomagali na przykład z mieszkaniem?

W klubie mogłem liczyć na każdego, ale musielibyśmy trochę przez to czekać, więc sami zajęliśmy się znalezieniem mieszkania. Mieszkamy poza miastem, ale do bazy treningowej mam 10 minut. W ogóle to bardzo specyficzna sprawa, bo w samym Leicester piłkarze praktycznie nie mieszkają. Mają domy na obrzeżach lub nawet dużo dalej i dojeżdżają z innych miast. Wolę posiedzieć w domu po zajęciach. A z klubu wracam jednak trochę później, niż w Polsce.

Ile siedzisz w ośrodku?

Do treningu jadę na 9, czasem trochę później, jeśli jem śniadanie w domu. Mamy dużo możliwości. A to siłownia, kriokomora, masaż, a to wspólny obiad, nawet nauka języka jest na miejscu. Klub dużo nam oferuje, wyjeżdżam z klubu około 15. Ludzie myślą, że piłkarz pracuje półtorej godziny i ucieka do domu, a jednak tak nie jest.

Rozumiesz żarty w szatni po angielsku?

Trudno zrozumieć mi zawodników z okolic Manchesteru czy Liverpoolu. Czasem proszę o powtórzenie raz, i jeszcze raz i jeszcze raz, ale są cierpliwi i powoduje to u nas raczej uśmiech. W przypadku obcokrajowców i trenera Ranieriego, który włada raczej prostym angielskim, nie było żadnego problemu.

Odbijasz się od kogoś na treningach, jak kiedyś od Patryka Rachwała?

Aż tak, jak od Patryka, to nie! Nie miałem z tym problemu, ale w pierwszych dniach było kilka stykowych sytuacji, przy których w Polsce raczej baliśmy się o nogi i nie atakowaliśmy piłki na pełnej. Przez pierwsze dwa dni w Leicester cofałem nogę w takich sytuacjach, ale zobaczyłem, że na takie piłki idzie każdy, bez wyjątku, więc stwierdziłem, że skoro inni jeżdżą na dupach, to ja też muszę. Niektórzy nawet na treningu lubią zaostrzyć grę, ale taka jest liga angielska, spodziewałem się tego.

Kto robi na tobie największe wrażenie?

Piłkarsko największe wrażenie robi na mnie Mahrez. Jako chłopiec byłem zapatrzony w Ronaldinho, a Riyad bardzo mi go przypomina. To przyjemność grać z nim w gierce. Nie wychodzi na boisko pracować, tylko się bawić. Co chwila wymyśla coś niekonwencjonalnego, staram się czerpać od niego.

A w szatni ktoś cię pozytywnie zaskoczył?

Ogólnie jest zabawna, przyjazna atmosfera. Na początku męczyli mnie trochę, żebym śpiewał przy obiedzie, ale nie uginałem się, a oni w końcu odpuścili. Na szczęście (śmiech). Wes Morgan to z zewnątrz tur, kawał gościa, a jak go poznałem, to okazał się ciągle uśmiechniętym gościem, który lubi żartować. Jest bardzo pozytywny, odpowiedni przykład kapitana. Vardy to bardzo zabawna osoba.

Widziałem filmik, na którym mieli prezentację swoich kart w grze i rozwalił makietę przez to, że miał mniej punków od Kante.

Widziałem, ale myślę, że nie było w tym żadnej agresji, tylko raczej popisówka, w formie żartu. Vardy to ktoś taki jak u nas „Jędza”. Ciągle zaczepia, żartuje.

I je kiełbaski.

Myślę, że gdyby Jamie zaczął teraz przestrzegać diety i patrzeć na każdy posiłek, to mogłoby mu to nawet zaszkodzić. To kwestia indywidualna, nie przeszkadza mu to w ogóle na boisku. Przykładu może w tej kwestii od niego nie czerpię. Śniadania są typowo angielskie, jakaś fasola, boczek. Próbowałem tak jeść przez tydzień, żeby zobaczyć, jak to na mnie podziała. Przez te dni „Wasyl” patrzył na mnie ze zdumieniem i mówił, że kiedy on przyszedł do Leicester i zjadł angielskie śniadanie, to nie mógł biegać na treningu. Mi to nie przeszkadzało, grałem tak samo, nie czułem różnicy. Pewnie też dlatego, że mam młody organizm, który nie ma jeszcze takich ograniczeń. Ale i tak często robię sobie śniadania w domu i odpuszczam te w klubie.

Kiedyś powiedziałeś, że nienawidzisz papierosów. Dymi w szatni?

Nie złapałem nikogo za rękę, bo to nie moja sprawa i średnio mnie to obchodzi. Na pewno są zawodnicy palący, ale nie widziałem nikogo z papierosem w klubie. Czy to po treningu, czy na zgrupowaniu czy tym bardziej w okolicach szatni. Nienawiść to mocne słowo, po prostu nie podoba mi się to, nie lubię zapachu papierosów, ale jeśli ktoś lubi palić, to jego sprawa.

Pamiętam, że mówiłeś to w wywiadzie w maluchu. Właśnie, ty nie jeździsz maluchem, ale zakładam, że przez waszego właściciela Vichai’a Srivaddhanaprabha masz jedno z gorszych aut w klubie.

Byliśmy wtedy w klubie na uroczystości przed rozpoczęciem sezonu, potem wychodzimy z klubu, a przed budynkiem na parkingu stoją samochody BMW i8 warte po pół miliona złotych. Ja i inni nowi mogliśmy tylko popatrzeć. Ale nie było tak, że wyszli chłopaki wyszli z klubu i doznali szoku widząc swoje nowe auta. Chłopaki wiedzieli o tym wcześniej.

Ludzie w Leicester interesują się Bartkiem Kapustką?

Kiedy grałem w drużynie U23 z Sunderlandem, przyszło trochę kibiców i słyszałem jakieś okrzyki z trybun w moją stronę, więc nie jestem dla nich anonimowy.

Fantastyczne wejście do tego wielkiego świata Premier League w filmie „Gol” zaliczył Santiago Munez. On też zaczynał tam od rezerw. Teraz wyszła nowa Fifa, gdzie gracze wcielają się w Huntera, młodego chłopaka mającego na celu podbić ligę angielską. Myślałeś sobie, że Ty możesz zrobić to samo, ale już na prawdę, w rzeczywistości?

Rzeczywiście jest to coś podobnego. Lądując w Anglii myślałem sobie, że to nowy świat, nowa rzeczywistość. Teraz pracuję i czekam na szansę udowodnienia, że w tym świecie sobie poradzę. Jednak nie jestem marzycielem, nie wyobrażam sobie scenariuszy, które chciałbym potem spełniać. Każdy kto mnie zna, wie, że podchodzę do tego z dużym spokojem.

 

Też ze świadomością, że właśnie tak twój początek w Anglii może wyglądać?

Nie, chciałem grać od razu. Nie leciałem tam z myślą, że będę grał w rezerwach. Po debiucie z Barceloną tym bardziej myślałem, że będę dostawał swoje szanse od początku pobytu w Leicester. Okazało się, że nie wszystko toczy się tak szybko, jak mój start w reprezentacji, gdzie w debiucie strzeliłem gola, a nieco ponad pół roku później pojechałem na Euro i od razu zagrałem w wyjściowym składzie. Niestety. Teraz jestem nieznużony, czekam na szansę. To wszystko jest dla mnie zrozumiałe, piłkarz musi być cierpliwy.

Jak odbierałeś mecz z Barcą?

Jako spełnienie dziecięcych marzeń. Gdyby kiedyś ktoś mi powiedział, że zagram mecz przeciwko FC Barcelonie, to nie mógłbym spać po nocach. Zagrałem z piłkarzami, których mecze oglądałem w telewizji i grałem w fifę. Ale w trakcie meczu tego nie czułem, podczas gry nie robi mi różnicy z kim gram.

Zrobiłeś sobie zdjęcie z Messim?

Nie, ale spotkać go na żywo i patrzeć na grę stojąc kilkanaście metrów dalej, to super sprawa. Gdyby było okazja, to zrobiłbym sobie zdjęcie z nim i z Iniestą, ale Andres miał wtedy przerwę po Euro, a z Messim nie udało się spotkać po meczu twarzą w twarz.

Czyli nie stałeś z telefonem pod szatnią?

Nie, gdyby była okazja na pewno bym do niego podszedł, ale pod szatnię nie latałem. Uwielbiam oglądać Leo, jest najlepszy na świecie, a to co robi z piłką, to coś niemożliwego.

Czyli kościół Messiego, a nie Ronaldo?

Trochę tak. Chociaż Ronaldo bardzo cenię, dla mnie sympatia do Messiego nie idzie w parze z antypatią do Cristiano.

Miałeś z nim kontakt przy okazji ćwierćfinału z Portugalią?

Po meczu nie było mi w głowie, żeby prosić go o zdjęcie, zwłaszcza że on strzelał ostatniego karnego, więc wpadł w szał radości, a my w smutek. Ale miałem okazję porozmawiać z Ricardo Quaresmą.

Śmiałeś się z jego fryzury?

Raczej powspominałem i śmialiśmy się, jak byłem dzieckiem i się nim zachwycałem, jeszcze w czasach Barcelony. Potem ta jego kariera niestety już szła w dół.

Ale tego mu już nie powiedziałeś.

Oczywiście, że nie! Nadal uważam go za świetnego piłkarza, strzela same ładne gole.

Opowiadasz o tych wszystkich gwiazdach bez większego entuzjazmu.

Wszedłem do tego świata, już przywykłem. Bo wiesz, wielkim wydarzeniem było dla mnie spotkanie Roberta Lewandowskiego, kiedy pierwszy raz przyjechałem na kadrę. Wtedy faktycznie pomyślałem sobie: wow, gram z Robertem Lewandowskim. Po tym traktuję spotkania z gwiazdami normalnie. Czy to przy w Anglii, czy przy okazji meczów z Niemcami lub Portugalią. Bardziej patrzę, co mogę wziąć od tych zawodników.

Koszulki!

Nie, raczej piłkarsko (śmiech). Podglądam codziennie Mahreza, przy okazji meczów zdarzyło się Messiego czy Ronaldo i staram się podpatrywać coś u nich, a potem samodzielnie to wykorzystywać.

Kończąc, w przyszłym roku mamy w Polsce Euro U21. Nastawiasz się na powrót do młodzieżówki i ten turniej?

Tak. Myślę, że to będzie duże wydarzenie w Polsce. Z pierwszej reprezentacji mogę zejść ja, Karol Linetty, „Zielek”, Arek Milik. Ludzie mają oczekiwania wobec nas, to zrozumiałe i normalne, ale przede wszystkim chłopaki grający obecnie w U21 świetnie sobie radzą. Teraz wygrali z Ukrainą 2:0.

W młodzieżówce byłeś raz, bo przejął cię Adam Nawałka. Obawiałeś się, że nie dostaniesz powołania na obecne zgrupowanie?

Nie byłem tak pewny, jak wcześniej. Trener Nawałka oczekuje od zawodników, żeby byli w rytmie meczowym. Mimo wszystko mocno liczyłem, że znajdę się w kadrze, bo reprezentacja naprawdę bardzo dużo dla mnie znaczy. Dalej będę walczył w Leicester, żeby w kadrze o mnie nie zapomnieli.

Jeśli chodzi o najbliższą przyszłość, Albrighton jest do ukąszenia?

Myślę, że tak, oczywiście. Nie czuję się słabszy od tych, którzy grają.

Od kiedy nie czujesz się słabszy? Bo nie uwierzę, że od pierwszego dnia.

Szczerze, to nie czułem się gorszy, ale pierwsze tygodnie służyły aklimatyzacji, przyzwyczajeniu się do tempa gry, który rzeczywiście jest bardzo wymagające. Teraz stało się to dla mnie normalne. Walczę o debiut w Premier League.

Wszystkie multimedia wykonano smartfonem Samsung Galaxy S7 (więcej o GalaxyS7)