Żelisław Żyżyński 13.07.2016

EuroŻyży: Praca, tylko praca czyli Ekstraklasa wraca!

W głowach wielu jest jeszcze Euro we Francji, ale przecież w tym tygodniu zaczyna się poważne granie w Euro-pucharach, a już w piątek ruszają rozgrywki Ekstraklasy. Ciekawe, jakie wnioski wyciągną po mistrzostwach nad Sekwaną polscy trenerzy - nie tylko ci, których komentarzy mogliśmy słuchać ostatnio w telewizjach.
Na początku zastrzeżenie - pamiętam, że niektórzy zaczęli już grę w europejskich pucharach, a czwarty zespół poprzedniego sezonu Ekstraklasy już nawet ją zakończył, ale nie traktuję tego jak poważnego grania. Nie wiem, jak przygotowała się do swojej rywalizacji Cracovia, ale nie kupuję wyjaśnień, że taki jest stan naszej ligi i musimy się z tym pogodzić. Boli mnie, że trener będący jednym z największych wygranych poprzednich rozgrywek, tutaj rzucił ręcznik i jeszcze szukał prostych wyjaśnień - przecież to ten sam szkoleniowiec, który potrafił przygotować Lecha Poznań do wielkich bojów z Juventusem i Manchesterem City. Nikt mi nie wmówi, że teraz poziom trudności mógł być większy - nawet trener, który był tego najbliżej. 
Zastanawia mnie, ile razy usłyszymy już ten weekend coś o pierwszych kotach i śliwkach robaczywkach, ilu przegranych wspomni o słabym poziomie wielu meczów w mistrzostwach Europy. Mam nadzieję, że nieliczni. Bo przecież tyle świetnych historii można z francuskiego Euro zapamiętać i uczynić z nich paliwo dla swojej gry zamiast szukać tam prostych usprawiedliwień.
 
Gdzie był rok temu Bartosz Kapustka, a gdzie jest teraz? Gdzie był Michał Pazdan? Jakie mieli przed sobą perspektywy, albo inaczej - kto przypuszczał, że zajdą tam, gdzie zaszli ufając Adamowi Nawałce i jego sztabowi, a także - przede wszystkim - wierząc w wartość ciężkiej pracy. Przez lata w Ekstraklasie piłkarze lubili opowiadać, ile wypili i jak potem ta spożyta - godna zaprawdę - ilość alkoholu nie przeszkadzała w grze, ale teraz do gry weszło już nowe pokolenie. Jego przedstawiciele owszem, zapominają czasem o znaczeniu integracji, ale coraz częściej pamiętają, co osiągnęli ich niewiele starsi koledzy a czego osiągnąć nie zdołali ci znacznie starsi. To nie jest najważniejsze, że Mariusz Stępiński nie zagrał we Francji ani minuty, że nie był to turniej Karola Linettego ani Filipa Starzyńskiego - oni pokazali, że  polskiej Ekstraklasy można trafić tam, gdzie inni grają na poziomie ekstra. I nie odstawać. Oni przeszli szkołę Nawałki, nabrali nawyków, które pozostaną z nimi na cała karierę, a tego przecenić się nie da. Są dowodem na to, że sygnały wysyłane przez sztab selekcjonera były odczytywane właściwie: I Ty możesz błysnąć, sięgnąć jeszcze marzeń, ale pracuj Chłopie.  Obecność ludzi z kadry na większości spotkań ligowych nie była tylko szukaniem alibi na wypadek przyszłego niepowodzenia - oni naprawdę obserwowali, kto może im się przydać i wierzyli, że takich znajdą na krajowych boiskach. Dlatego dziś niemal każdy piłkarz z Ekstraklasy już wie, że warto pracować.
 
Mistrzostwa Europy pokazały, że przeciętny zespół może bardzo dużo osiągnąć, jeśli tylko jest zespołem, a nie zlepkiem umiejętności i jeśli ma trenera, który zdaje sobie sprawę z ograniczeń swoich piłkarzy, ale wie też, jak je zamaskować. Przykłady Waldemara Fornalika w Ruchu Chorzów czy Radoslava Latala w Piaście Gliwice dały nam już zresztą do myślenia wcześniej, podobnie jak to, co stało się w Premier League, ale zakończony w niedzielę turniej jest kolejnym tego potwierdzeniem. Najbogatszym można rzucić wyzwanie, podobnie jak tym najbardziej błyskotliwym i tym, którzy talentu do gry dostali więcej niż inni.
Wystarczy tylko inny talent - talent do ciężkiej i konsekwentnej pracy. Którego wszystkim trenerom i piłkarzom Ekstraklasy życzę w nadchodzącym sezonie.
 
ŻELISŁAW ŻYŻYŃSKI
autor jest dziennikarzem i komentatorem nc+