Żelisław Żyżyński 07.07.2016

EuroŻyŻy. Nie taki-Super ten puchar

Dzisiejszy termin meczu o Superpuchar Polski szczęśliwy nie jest, pora równie niesprzyjająca dobremu rozreklamowaniu imprezy, jak niedzielne popołudnie do grania w piłkę w wypowiedzi Piotra Ćwielonga, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że tym razem nikt nawet nie podjął próby zadbania o właściwą promocję i rangę imprezy.


Niewiele brakowało - trochę szczęścia w rzutach karnych, a Legia z Lechem walczyłyby dzień po półfinałowym spotkaniu reprezentacji Polski w mistrzostwach Europy. To akurat detal, rozumiem, że ligę należało zacząć możliwie szybko, więc wcześniej należało też wręczyć Superpuchar, ale tak mały brak promocji imprezy zwyczajnie mnie razi. Powalczą dwaj ostatni mistrzowie Polski, dwa najbardziej medialne kluby, wielki wygrany i wielki przegrany poprzednich rozgrywek, a w kraju cisza... Cisza przerwana dopiero przez napływ informacji o fatalnym stanie murawy na stadionie Legii... Słabo to wszystko wygląda, gorzej niż piach zamiast trawy przy Łazienkowskiej 3.
Na wielki mecz i święto futbolu dziś nie liczę, ten puchar znów nie będzie super. Miał zyskiwać prestiż, ale w ostatnich latach znów ma pecha. Najpierw pamiętny wybór Henninga Berga, który na mecz z Zawiszą wystawił rezerwy, bo za ważniejszy uznał sparing z drużyną z Izraela, jakby zapominając co czuł w Anglii, wnosząc Tarczę Dobroczynności. W zeszłym sezonie było przyzwoicie, była oprawa i niezły futbol, choć tylko z jednej strony. Formę Lecha z tamtego meczu zweryfikowała jednak brutalnie liga, więc samo trofeum nie jest dziś w Poznaniu traktowane z taką atencją i wspominane tak ciepło, jak w momencie efektownej wygranej z Legią.

Mecz przed rokiem pokazał, że na jego podstawie, tak jak patrząc na sparingi, wielkich wniosków wysnuwać nie można. Teraz będzie podobnie, tylko z zastrzeżeniem, że Legia z odpoczywającymi jeszcze reprezentantami swoich krajów, będzie w lidze zdecydowanie silniejsza. Zmarnowano jednak szansę, by już teraz piłkarski boom z Euro wykorzystać dla ligi, by przekonać tych, którzy przez ostatni miesiąc pasjonowali się reprezentacją Polski, przyciągnąć na stadiony. A to mógł - nadal może! - być jeden z większych zysków mistrzostw Europy dla naszego futbolu.

Liga i kadra to naczynia połączone, jest jeszcze czas, by jak najwięcej z niemal pełnej karafki Adama Nawałki przelało się do tej przybrudzonej ekstraklasowej, zamiast czekać aż wszystko po prostu wyparuje. Liczę, że dziś zrobią dużo w tym kierunku Zagłębie Lubin i Cracovia, bo ich odpadnięcie z pucharów już na początku drogi byłoby koszmarem dla związanych z ligą PR-owców i bardzo utrudniło przekonanie fanów, że poziom Ekstraklasy jest dobry. Ja wiem, że różnie z nim bywa, ale wierzę, że może pójść w górę, że przed nami może być sezon, który dostarczy niewiele mniej emocji niż mistrzostwa Europy. Trzeba jednak ligę te promować i wspierać - liczę tu bardzo na samych piłkarzy, bo to ich nogi są najlepszymi narzędziami promocji. Trzeba też przekonać niedzielnych kibiców, że lepiej wybrać się na stadion zobaczyć reprezentantów niż czekać na kilka sekund ich przemarszu na Okęciu. Okazję związaną z Superpucharem przegapiono, ale start ligi już za tydzień. Tu szansy reprezentacyjnej zmarnować zwyczajnie nie można.


ŻELISŁAW ŻYŻYŃSKI
autor jest dziennikarzem i komentatorem nc+

fot. Pressfocus