Jakub Jarząbek 03.06.2016

Mateusz Borek: Stres to ma lekarz podczas operacji na wydziale onkologii...

- Bliskie mojemu sercu zawsze już będą turnieje w Austrii i Szwajcarii oraz Polsce i na Ukrainie. W trzeciej rozmowie z Mateuszem Borkiem ekspert i komentator Polsatu podzieli się z nami refleksjami z pracy przy poprzednich turniejach, jak i pokusi się o pierwsze typy podczas nadchodzącej rywalizacji we Francji. Zapraszamy!

 

To kolejny wielki turniej, na który jedzie Pan w roli komentatora i telewizyjnego eksperta. Pamięta Pan jeszcze swoje pierwsze mistrzostwa i stres temu towarzyszący?

- Tak jak zawsze mówiłem, stres to ma lekarz podczas operacji na wydziale onkologii, a nie dziennikarz sportowy. Ja przy okazji turniejów odczuwam pobudzenie, adrenalinę. To zawsze jest fajna przygoda, fajne przeżycie. Tak było za każdym razem.

Oczywiście każdy turniej ma swoją specyfikę, swoją atmosferę. Każdy następny powoduje, że kumulują się emocje, zbierają poprzednie doświadczenia. Nie powiem, że to podnieca, natomiast daje ogromne poczucie satysfakcji, realizacji w swojej pracy swojej pasji. Bliskie mojemu sercu zawsze już będą turnieje w Austrii i Szwajcarii oraz Polsce i na Ukrainie. Na pierwszym z nich mieliśmy świetną atmosferę, drugi to wiadomo - organizacja na własnym terenie i masa dodatkowych przeżyć. Cała ta logistyka podczas ostatniego Euro był nieco szalona, jednego dnia pokonywałem wiele kilometrów między Polską, a Ukrainą. Na szczęście we Francji mają dobre koleje... Fajnie, że na tym Euro zaprezentuje się reprezentacja Polski, ponieważ przeżywając kolejne mecze Portugalczyków czy Hiszpanów, podniecając się kolejnymi emocjami , człowiek ma cały czas w głowie kalendarz kiedy gra Polska, to jest wtedy coś najważniejszego.

Który poprzedni turniej wspomina Pan najmilej? Które mistrzostwa były największym wyzwaniem?

- Jeśli chodzi o atmosferę, to najmilej było w Austrii i Szwajcarii. Mieliśmy liczną i mocną grupę ekspertów, około dwudziestu - dwudziestu pięciu. Wszyscy mieszkaliśmy w jednymi ośrodku Polsatu. Codziennie była dyrektywa obecnego prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka, żeby zaplanować  rano jakiś sport – codziennie albo futbol, albo iatko noga albo siatkówka… Potem obiadek we wspólnym gronie i rysowanie podziału obowiązków. Kto miał komentować, ten w samochód i na stadion, kto do studia, ten w garnitur. A wieczorem tak zwany „wesoły basen”, a tam konkretny podział obowiązków – „Kowal” grill, Hajto mozzarella, Boniek dyrygował i zawsze było miło, sympatycznie i wesoło.

A inne turnieje?

- Wcześniej były materiały i komentarze w Eurosporcie. Pierwszy turniej stadionowy to Korea i Japonia. Tam pojechałem z naszą reprezentacją. Ta drużyna potrafiła wcześniej zagrać fenomenalne eliminacje, zapełnić Stadion Śląski, awansować jako pierwsza w Europie do mistrzostw... Na mistrzostwach było jak było, osobiście byłem z tą drużyną mocno związany, bo była to reprezentacja mojego pokolenia i znałem tych chłopaków osobiście. Potem do Portugalii pojechałem jako korespondent "Faktu" i "Przeglądu Sportowego" i to był chyba najprzyjemniejszy turniej do pracy. Nie miałem takiego telewizyjnego rytmu i rygoru pracy. Był czas na korzystanie z życia - mogłem poleżeć na plaży w ciągu dnia, odpocząć, a po popołudniu udać się na mecz i po nim napisać tekst na dwa tysiące znaków. Potem Niemcy. Stamtąd zapamiętam euforię na stadionie w Gelsenkirchen, potem stracona bramka po wyrzucie z autu i było po zawodach. Następnie Austria i Szwajcaria, o której już wspominałem. Na mistrzostwa w RPA nie pojechałem. Po nim Euro 2012. Jeździłem po Polsce i Ukrainie, widziałem sporo meczów na stadionach. Jednego dnia pamiętam rozpocząłem od meczu Portugalii we Lwowie, by tuż po nim wsiąść w samochód i pojechać do Gdańska na Włochy - Hiszpania. Medialnie tamtego turnieju nie obsługiwałem, ale intensywnie oglądałem w roli kibica. Bardzo mi się to podobało. Miałem więcej spokoju, mogłem emocjonować się spotkaniami w roli kibica, na stadionie, złapać perspektywę.

Teraz przede mną kolejny turniej. Jadę bez wielkiej presji, napinania się, nie chcę udowadniać, która telewizja zrobi to lepiej, która lepiej wypadnie w tych jedenastu meczach, które będą dostępne na dwóch antenach. Jedziemy robić to, co lubimy i pokazać to ludziom.

W trakcie mistrzostw jednak dziennikarze są dużo częściej na antenie, ich rola rośnie, gdyż trafiają do milionów ludzi codziennie...

- Wiadomo, że po transmisjach ludzie wyciągają opinie, wnioski. Ja generalnie jednak nie robię niczego dla opinii innych. Ja żyję według swoich przekonań. Robię to, co kocham, nie jadę tam by publicznie na coś narzekać. Jadę przeżyć fajny turniej. Pomodlę się, aby dziewiątego czerwca wylecieć w zdrowiu i aby jedenastego lipca wrócić w zdrowiu. Wszystko inne, jakieś zmęczenie w trakcie mistrzostw, to nie jest coś, na co warto zwracać uwagę.

A jak wygląda przygotowanie komentatora, dziennikarza sportowego do tak wielkiej imprezy?

- Komentator jadący na taką imprezę nie może do niej jakoś specjalnie się przygotowywać. Ktoś, kto jedzie na taki turniej, takie rzeczy jak najważniejsze mecze Ligi Mistrzów, czy informacje o mistrzostwach musi mieć cały czas przyswojenie w minimum 90. Procentach. Musi doskonalić się cały czas, musi być cały czas gotowy do tego, aby tę wiedzę wykorzystać. Jedynie od meczu do meczu, gdy trzeba wiadomo, jaki będzie się komentować, trzeba wiadomości lekko odświeżyć.

A telewizja Polsat jest gotowa na tę imprezę?

- Wysyłamy do Francji 300 osób, w tym liczne grono ekspertów. Będą trzy studia - w Warszawie, La Baule, na stadionie na meczach Polaków. Pokażemy 24 mecze w otwartych kanałach, reszta w płatnych. Nie wchodźmy w szczegóły, wiem, że są negatywne komentarze odnośnie tej sprawy, to jednak są różne zależności biznesowe, na które ja nie mam wpływu. Przede wszystkim po raz pierwszy w historii dodatkowe kanały będą programami bez reklam, a wiadomo, jak długie są bloki reklamowe przy okazji ważnych meczów. Czyli dwanaście godzin live'u od 13 do 1 w nocy codziennie. W kanale drugim będzie re-live. Wszystko to, co na kanale pierwszym, ale z dwugodzinnym opóźnieniem. Rozwiązane ciekawe, na przykład w momencie gdy ktoś przychodzi z pracy i nie zdąży na pierwszy mecz. Nie musi nic nagrywać, tylko ma świadomość, że może wszystko obejrzeć w czasie praktycznie rzeczywistym.

Nie mogę nie zapytać o kwestie bezpieczeństwa. Turniej może się odbywać w atmosferze zagrożenia terrorystycznego. Francuzi są gotowi stawić czoła temu, czego możliwe preludium mieliśmy w zeszłym roku?

- Francuzi muszą być na to gotowi. Myślę, że procedury i standardy bezpieczeństwa na stadionach będą na najwyższym poziomie. Jednak każdy może mieć z tyłu głowy, że zawsze coś się może stać. Tak niestety dzisiaj wygląda ten świat i takie rzeczy mogą się zdarzyć. Nie chcę sobie jednak tym zaprzątać głowy, wierzę, że ktoś nade mną z góry czuwa i takie rzeczy się nie wydarzą. To byłby dramat. Nie tylko piłki, ale i całego współczesnego świata.

Na koniec spróbuję jednak Pana namówić na małe typowanie. Kto zostanie mistrzem Europy i dokąd w turnieju zajdzie Polska?

- Francja lub Niemcy. Francja ma ciekawy, młody zespół, z dużą konkurencją na wielu pozycjach, z gwiazdami na czele z Griezzmanem. Niemcy to z kolei drużyna turniejowa i jak zwykle powinni się rozkręcić w trakcie mistrzostw. Polska? Nie odkryję Ameryki. Przy tym regulaminie wyjście z grupy jest obowiązkiem, ćwierćfinał przy stanie posiadania polskiego futbolu potraktuję jako wielki sukces.

Rozmawiał: Jakub Jarząbek

Fot. Pressfocus