29.11.2015

Godlewski: Lewy ma problem!

We wtorek i środę byłem w Monachium. Pretekstem do wyprawy na południe Niemiec nie był wcale mecz Bayernu z Olympiakosem Pireus w Lidze Mistrzów, z góry można było bowiem założyć, że będzie bardzo jednostronny (i takim się okazał), tylko oczywiście spotkanie z Robertem Lewandowskim. Zaaranżowane przez władze 1.FCB, które postanowiły zaprosić grupę polskich dziennikarzy.

Zastanawiacie się pewnie, z jakiego powodu rozpocząłem tekst tak osobiście? Otóż w najnowszej historii bawarskiego klubu, taki przypadek, czyli ściągnięcie żurnalistów według narodowego klucza – a umówmy się komisyjnie, jak mawia Andrzej Strejlau, że śmiało można używać terminu: wyróżnienie – zdarzył się dopiero po raz drugi. Co jest najlepszym dowodem na to, jak bardzo w Bayernie liczą się z Robertem. I jak liczą na niego. 

Termin wizyty nie był oczywiście przypadkowy – tuż po medialnych doniesieniach, że głównym celem transferowym Realu Madryt przed przyszłym sezonem będzie Lewy. Nie pierwszy już raz zdarza się zresztą, że RL9 otwiera listę życzeń prezydenta Królewskich, Florentino Pereza. W Monachium doskonale znają futbolowe realia, i mają świadomość, że takim klubom jak ten z Santiago Bernabeu niezwykle trudno odmówić. Szczególnie dwa razy. Tymczasem Robert bardzo poważnie – a wiem to z najbardziej wiarygodnych źródeł, jakie w tej sprawie można sobie wyobrazić – zastanawiał się już nad przyjęciem pierwszej oferty Pereza. I to pomimo faktu, że wcześniej jego agenci dali słowo szefom Bayernu, że trafi do Bawarii. Dlatego teraz wokół naszego rodaka w najlepszym i najbogatszym niemieckim klubie rozpoczął się chocholi taniec. Czemu zresztą trudno się dziwić. Ile bowiem jest dziś na świecie dziewiątek, które gwarantują jakość porównywalną z kapitanem reprezentacji Polski? Jedna? Dwie? Najwyżej trzy...

Nawet mocno zaglądając za kulisy, trudno dziś wyrokować, jak potoczą się losy Lewandowskiego po finałach Euro 2016. Pierwszą podpowiedź dostaniemy zapewne w styczniu, kiedy Bayern powinien złożyć już Robertowi – co zasugerowano jego agentom podczas spotkania w Londynie, po październikowym meczu Ligi Mistrzów z Arsenalem – propozycję podwyżki. W zamian za przedłużenie o sezon wygasającego w 2019 roku kontraktu. Podobno pierwsza oferta jest szacowana na 3 miliony euro, czyli zarobki RL 9 mogłyby po takiej transakcji wzrosnąć z 12 na 15 milionów euro. Ta kwota wcale jednak nie musi zadowolić kapitana naszej drużyny narodowej i jego doradców. Tyle ma bowiem zarabiać po podniesieniu apanaży także Thomas Mueller, tymczasem w obozie Lewego panuje przekonanie, że jeśli miałby on przedłużać umowę w Niemczech, to tylko na warunkach, które gwarantowałyby Polakowi najwyższe uposażenie w całej Bundeslidze. Na poziomie co najmniej 18, 19 milionów euro.

Gdyby nawet jednak przedstawiciele piłkarza porozumieli się z Karlem Heinzem Rummenigge w sprawie rekordowego pułapu płacowego, to wcale nie musi oznaczać, że Lewandowski zostanie w Bayernie. A w każdym razie dłużej niż na półtora roku. W takim układzie wzrosłaby z pewnością jedynie suma odstępnego za Roberta. Logiczne bowiem, że władze monachijskiego klubu chciałyby – postawione przed perspektywą utraty jednego z najlepszych napastników świata – zrekompensować sobie nie tylko tę niewątpliwą stratę, ale i poniesione na zatrudnienie oraz utrzymanie RL 9 środki.

Zatem? Choć wiadomym jest, że Lewandowski bierze pod uwagę przejście do Realu, na odpowiedź, czy przeprowadzi się do Madrytu, poczekamy zapewne dłużej niż do momentu, w którym dowiemy się, czy Robert przyjął – i jak wysoką – podwyżkę od Bayernu. Obecnie pewne jest tylko, że niezależnie od tego, jaką podejmie decyzję, na pewno zyska na niej finansowo. Na dodatek tyle, że wystarczy na utrzymanie kilku następnych pokoleń jego rodu. Taki to ma problemy...

ADAM GODLEWSKI*
*autor jest dziennikarzem tygodnika „Piłka Nożna”

fot. Pressfocus