08.11.2015

Godlewski: Dajmy Nawałce spokojnie pracować

Jak Polska długa i szeroka, toczy się dyskusja, czy Adam Nawałka słusznie czyni powołując na kolejne mecze reprezentacji – tym razem towarzyskie z Islandią i Czechami – dalekich od szczytowej formy, a nawet rezerwowych zawodników z Lechii Gdańsk. A przy okazji marnuje kolejne terminy na sprawdzenie nowych piłkarzy. Bo zaproszenia dla Pawła Dawidowicza i Mariusza Stępińskiego, poprzedzone wcześniejszym tegorocznym awansem Bartosza Kapustki do kadry, to wciąż mało. Zwłaszcza niektórym mediom, co i rusz ogłaszającym listy największych nieobecnych w kadrze selekcjonera biało-czerwonych. Osobiście - podzielam logikę, którą kieruje się selekcjoner.

Nawałka był powszechnie krytykowany za bardzo szeroki przegląd kadr na początku kadencji. To właśnie jednak wówczas wykonał pracę, z której czerpie do dziś. Ustalił przecież ponad wszelką wątpliwość, kto nie rokuje gry na poziomie international level (określenie autorstwa Leo Beenhakkera, do którego Nawałka właśnie wrócił) i grupę zawodników wartych – z racji potencjału – obserwowania. Właśnie pod kątem rozwoju w kierunku wymaganej w skali międzynarodowej jakości. Selekcjoner nie miał zresztą wyboru, ponieważ FIFA już od dawna nie rozpieszcza trenerów reprezentacji nadmiarem oficjalnych terminów na testy. A teraz jeszcze mocno zubożyła kalendarz oficjalnych gier. W harmonogramie na przyszły rok, okres zarezerwowany dla drużyn narodowych – także obejmujący dwie daty – znalazł się po 20 marca. Zatem, choć czasu do rozpoczęcia finałów Euro '16 jest teoretycznie sporo, sposobności na wkomponowanie nowych zawodników będzie jak na lekarstwo. A na powtórną selekcję – już w ogóle nie ma.

Na szczęście Nawałka nie potrzebuje żadnych dodatkowych terminów, ponieważ trzon kadry już zbudował. I nie będzie zimą zabierał szkoleniowcom klubów ekstraklasy zawodników z zimowych zgrupowań, czyli poza kalendarzem ogłoszonym przez FIFA. Nasz selekcjoner wychodzi ze słusznego - jak się wydaje – założenia, że wyselekcjonowana dotąd grupa jest zwarta i gotowa. A nawet Sebastian Mila i Sławomir Peszko, którzy wykonują dodatkową robotę zleconą przez sztab selekcjonera, mimo braku wysokiej formy są chwaleni przez Thomasa von Heesena za pracowitość. Dlatego przynajmniej do marca mogą czuć się w kadrze w miarę pewnie. W miarę, ponieważ w następnym reprezentacyjnym terminie, gdy planowane są towarzyskie spotkania biało-czerwonych z Chorwacją w Krakowie i Irlandią Północną w Poznaniu, powołania otrzymają już tylko ci zawodnicy, których nieustannie monitorowana forma fizyczna będzie stabilna, podobnie jak sytuacja w klubowych hierarchiach. Fakt bowiem, że selekcjoner skład uważa za zwarty nie oznacza wcale, że zakończył selekcję. Nikt do Francji na finały Mistrzostw Europy nie poleci za eliminacyjne zasługi. Podobnie jak żaden z zawodników pozostających w kręgu zainteresowań selekcjonera, ale dotąd niepowoływanych, nie zostanie skreślony w tym roku. Walka o przepustki do kadry na Euro 2016 będzie trwała nadal od początku rundy wiosennej, aż do jej zakończenia. Czyli wszystko zostało określone tak, jak powinno.

Jestem spokojny, że Nawałka wie co robi prowadząc w końcówce eliminacji, i tuż po zakończeniu zmagań w grupie kwalifikacyjnej, drużynę narodową bardziej jak klub niż reprezentację. Gdyby przecież gdzieś w kraju, ale też za granicą grali lepsi piłkarze, i bardziej pasujący do jego koncepcji, od tych, których dotąd powoływał, już dawno zainteresowałby nimi swoich sztabowców, i osobiście wybrał się na obserwację. A skoro tego nie uczynił – oznacza, że największe zaufanie ma po prostu do ludzi, którzy sprawdzili się w bojach z Niemcami, Szkotami, Irlandczykami i Gruzinami. Bo przeciw Gibraltarowi mogłaby wystąpić nawet nasza młodzieżówka, której trener Marcin Dorna polecił selekcjonerowi po ostatnich występach w drużynie U-21 właśnie Dawidowicza i Stępińskiego.  Oczywiście z tego powodu, że spośród jego wybrańców mieli w ostatnim czasie uczynić największe postępy. Czy wystarczające, aby rywalizować o miejsce w szerokim składzie na Euro we Francji? Tego właśnie trener pierwszej drużyny chce się dowiedzieć podczas rozpoczynającego się w poniedziałek zgrupowania, a być może także podczas meczu z Islandią i/lub z Czechami.

Zatem – dajmy trenerowi spokojnie popracować.

ADAM GODLEWSKI*
*autor jest dziennikarzem tygodnika „Piłka Nożna”

fot. Pressfocus