Redakcja 11.10.2016

Polska – Armenia: spacerek po trzy punkty?

 

Faworyt naszej grupy eliminacyjnej – tak po mistrzostwach Europy mówiło o podopiecznych Adama Nawałki całe piłkarskie środowisko, zaczynając od ekspertów i dziennikarzy, kończąc na kibicach. Do Kazachstanu jechaliśmy po trzy punkty. Kubeł zimnej wody wylany na gorące głowy przyda się również przed nadchodzącym meczem z Armenią.

 35. minuta meczu na arenie w Astanie. Polska dominuje reprezentację Kazachstanu, a Robert Lewandowski właśnie „pieczętuje zwycięstwo” nad rodakami Borata, trafiając z karnego. 48. minuta meczu na Stadionie Narodowym w Warszawie. Napastnik Bayernu kompletuje hattricka, a nasza kadra pokazuje Duńczykom jak grać w piłkę. Dwa scenariusze. Doskonale pamiętamy jakie – jeden z happy-endem, drugi bez. Pozwoliliśmy rozszaleć się przeciwnikom i drżeliśmy do końca meczu o wynik.

 

Przed wtorkowym meczem z Ormianami nikt już nie martwi się o rezultat. Boimy się o dyspozycję rezerwowych napastników – do tej pory kompletnie w kadrze niesprawdzanych. Informacja o bardzo groźnej kontuzji Arkadiusza Milika, który jest już po operacji i być może wróci do zdrowia nieco szybciej niż zapowiadano, sprawiła, że rozgorzała dyskusja, kto zastąpi napastnika Napoli. Przez palce patrzymy też na formację defensywną. Na placu boju nie pojawią się ani Michał Pazdan, ani Łukasz Piszczek.

 

Ale o ich dyspozycji myślimy jedynie przyszłościowo. Teraz nie są potrzebni. Nie na Armenię...

 

No, bo po co martwić się starciem z rywalem, który ostatni raz w meczu o punkty na wyjeździe wygrał we wrześniu 2013 roku? Który nie zdobył jeszcze gola w tych eliminacjach? A w ostatnim meczu pięć bramek zapakowali mu Rumuni! Wszystko przemawia za nami!

 

Tak samo było dziewięć lat temu, gdy po raz ostatni graliśmy z Armenią, w Erywaniu. Wtedy w eliminacjach nasze plany na dobry wynik pokrzyżował Hamlet Mchitaryan. Nazwisko to zbieg okoliczności? Tak. Hamlet Apetnakowicz Mchitaryan jest ojcem Henricha, jednak nie Hamlet Vladi, który grał w 2007 roku przeciwko Polakom. Poza tym – powtórki sprzed niemal dekady nie będzie. Gwiazda reprezentacji i „Czerwonych Diabłów” nie przyleciała do Warszawy ze względu na niedawno przebyty uraz. Absencja byłego piłkarza BVB związana jest z prośbą ze strony działaczy z Old Trafford.

 

Z największą gwiazdą czy też bez, Armenia będzie groźnym rywalem, o czym przekonali się nasi ostatni grupowi rywale. Duńczycy wygrali u siebie jedynie 1:0. To też powinno być przestrogą dla naszych, którzy mamy nadzieję nie zlekceważą rywala i spokojnie wygrają to wbrew pozorom arcyważne spotkanie. Jego znaczenie może być kluczowe w kontekście zgubienia punktów w Astanie. Robert Lewandowski przyznał w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”, że straty z tamtego meczu będą bolały mniej po zwycięstwach w dwóch październikowych spotkaniach.

 

Do tego na pewno będzie potrzebna większa koncentracja, której podopiecznym Adama Nawałki w tym momencie brakowało. W szczególności, że wciąż istnieje ryzyko zawieszenia kilku zawodników. O niezłapanie kartki walczyć będą Glik, Zieliński i Lewandowski. W przypadku tego ostatniego wydaje się, że mógł próbować się „oczyścić” zagraniem ręką w pierwszej połowie, czego nie zauważył sędzia. Teraz będzie musiał na siebie uważać, bo 11. listopada czeka nas kolejne trudne starcie – z Rumunami.

 

Jakie są nasze przewidywania? Arka Milika zastąpi Kamil Wilczek, który gra, co prawda w gorszej lidze od Łukasza Teodorczyka, ale jest lewonożny i w ten sposób bardziej przypomina piłkarza klubu z Neapolu. Co do przebiegu starcia – to nie będzie łatwe spotkanie, ale Polacy sprawią, że Ormianie wyjadą z Warszawy jedynie z walizkami i jeszcze gorszym bilansem bramkowym. Duet Lewandowski-Wilczek w pierwszej odsłonie rozstrzygnie losy, a kapitana kadry zastąpi potem Łukasz Teodorczyk, by uniknąć złapania bezsensowej kartki.

 

Nasz typ: 3:0

 

Przewidywany skład na mecz z Armenią:

Fabiański – Jędrzejczyk, Glik, Cionek, Rybus – Krychowiak – Błaszczykowski, Zieliński, Grosicki – Lewandowski, Wilczek

Mateusz Sobiecki